Fot. Krzysztof Miller / AG
Grzegorz Schetyna odciął się dziś od sugestii Kazimierza Marcinkiewicza, że jego kandydatura do europalamentu z list PO jest pewna. - Taka umowa na pewno opłaca się Marcinkiewiczowi. Czy Platformie? Jestem sceptyczna - mówi dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz.
Wczoraj Marcinkiewicz - powołując się na "umowę" zawartą z kierownictwem Platformy (POSŁUCHAJ - cyt. za TVN24), w tym - z Grzegorzem Schetyną - czarował widzów TVN24. Sugerował, jak cenny jest dla Platformy. Mówił, że w lutym "jawna będzie ta część umowy", która dotyczy wyborów do europarlamentu - POSŁUCHAJ (cyt. za TVN24). Pytania o konkrety zbywał tajemniczym uśmiechem. Wykręcając się od odpowiedzi sprawiał wrażenie, że wciągnięcie go na listy PO jako lokomotywy wyborczej jest już faktem, a trzymanie tego w tajemnicy tylko dodaje całej sprawie sensacyjności.
Parę minut później Marcinkiewicz bez ociągania się opowiadał o doniesieniach tabloidów nt. swego życia prywatnego.
Zbigniew Chlebowski bagatelizuje fakt, że Marcinkiewicz jest gwiazdą bulwarówek. - Nadal bardzo cenię Kazimierza Marcinkiewicza za jego wiedzę, kompetencję i umiejętności - mówił na konferencji w Sejmie, potwierdzając, że umowa między Marcinkiewiczem a Schetyną istnieje.
Jednak PO wydaje się być ws. Marcinkiewicza podzielona i wczorajsza wypowiedź b. premiera na pewno nie pomogła mu w relacjach z politykami tej partii, w tym - z samym Schetyną. Dziś rano w Radiu Zet Grzegorz Schetyna odciął się od wszystkiego. Marcinkiewicz nie planuje startu w eurowyborach, ma inne plany, więc tematu nie ma i nie będzie - Schetyna jednoznacznie dał do zrozumienia, że zapowiedzi Marcinkiewicza są dla Platformy niewygodne.
Jak jednak podkreśla dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, wczorajsza zagrywka Marcinkiewicza może mu pomóc - "wygadanie się" nt. umowy z Platformą nakręci tylko w mediach zapotrzebowanie na niego i zapewni mu darmowy PR.
Dla Politbiura dr Pietrzyk-Zieniewicz: To ze strony Marcinkiewicza przemyślanie zagranie - POSŁUCHAJ!
RMF twierdzi, że umowa istnieje i że jeśli Marcinkiewicz będzie kandydował, to tylko jako warszawska jedynka. Jeśli nie, pozostanie na ławce rezerwowych aż do startu kampanii prezydenckiej. Wtedy zajmie eksponowane miejsce, ale być może wejdzie równocześnie do rządu. I jeśli premierem zostałby Schetyna, to Marcinkiewicz mógłby zająć jego miejsce w MSWiA.
Czy była marionetka PiS-u, która później zaangażowała media w kilkumiesięczną kampanię szukania pracy, to trafiony kandydat na "lokomotywę wyborczą" partii rządzącej? A tym bardziej na szefa MSWiA? Czy PO naprawdę nie ma innych, poważnych kandydatów?
Drżąca o wizerunek Platforma może i by się na to zdecydowała - według sondaży, Marcinkiewicz z jakichś tajemniczych względów uważany jest przez Polaków za najlepszego premiera III RP. Ale rewelacje tabloidów ws. rozwodu i nowej narzeczonej mogą nadszarpnąć jego pozycję: PO może uznać, że o ile polityczna marionetka mogła jej się przydać, o tyle polityczna Doda (czy też polityczna Frytka - jak chcą niektórzy) może zaszkodzić wizerunkowi partii wykształciuchów. Zwłaszcza, że Donald Tusk już raz pokazał, że z Dodą mu nie po drodze.
mar
Czytaj też:














