poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
Ziobro: Dzwoniłem do Marcinkiewicza, ale był zajęty
Fot. Sławomir Kamiński / AG
- Chciałem się spotkać z panem Marcinkiewiczem, ale w tym momencie nie miał czasu - tak w rozmowie z Politbiurem były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, tłumaczy dlaczego akta śledztwa w sprawie mafii węglowej pokazał prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu, który nie pełnił wówczas żadnej funkcji publicznej, a pominął premiera Kazimierza Marcinkiewicza i prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Według prokuratury, w okresie, gdy Zbigniew Ziobro pełnił funkcję ministra sprawiedliwości, dostarczył prezesowi PiS akta śledztwa w sprawie mafii paliwowej, mimo, że nie miał do tego prawa, bo Jarosław Kaczyński nie pełnił wówczas żadnej funkcji publicznej. Były minister broni się, że przekazał akta ?szefowi rządzącej partii, posłowi i członkowi Biura Bezpieczeństwa Narodowego", którym był wtedy Kaczyński w związku z czym było to uzasadnione.
Dlaczego były minister o informacjach o których sam powiedział, że "wskazywały na realne zagrożenie bezpieczeństwa państwa" nie powiedział premierowi i prezydentowi?
- Kogo informowałem na ten temat nie mogę się publicznie wypowiadać, dlatego, że biorąc pod uwagę pracę dzisiejszej prokuratury z każdego powodu można zrobić zarzut. Chciałem się spotkać z panem Marcinkiewiczem, ale w tym momencie nie miał czasu - tłumaczy Ziobro.
Były minister dodaje, że nie pamięta w jakiej kolejności dzwonił ale zapewnia, że z Jarosławem Kaczyńskim i Kazimierzem Marcinkiewiczem skontaktował się telefonicznie mniej więcej w tym samym czasie.
- Zwróciłem się do pana Marcinkiewicza z prośbą o rozmowę. Wówczas premier był po prostu zajęty, nie miał czasu się spotkać. Poinformowałem go więc telefonicznie, że są poważne informacje wskazujące na zagrożenie ze strony mafii paliwowej i że jest potrzeba podjęcia szczególnych działań. W związku z tym poprosiłem go o powołanie międzyresortowego zespołu, który zebrałby się po to aby przeciwdziałać tym zagrożeniom - opowiada Ziobro.
Według relacji byłego ministra, Kazimierz Marcinkiewicz jeszcze podczas rozmowy telefonicznej zdecydował się na powołanie takiego zespołu. Ziobro dodaje, że w jego skład wszedł m.in. ten sam prokurator, który był u Jarosława Kaczynskiego w związku z czym "premier Marcinkiewicz mógł w każdej chwili przyjść na ten zespół albo zażądać spotkania z dowolnym członkiem tego zespołu i miałby tą wiedzę".
- To nie jest tak, że ograniczyłem się wyłącznie do spotkania z Jarosławem Kaczyńskim, ale on w odróżnieniu od Kazimierza Marcinkiewicza wykazał wolę i gotowość natychmiastowego spotkania się -
podsumowuje Ziobro.
Dlaczego nie poinformował prezydenta? - Jeżeli prezydent powołuje określone osoby do Rady Bezpieczeństwa Narodowego i powierza określonej osobie (Jarosławowi Kaczyńskiemu - przyp.red.) zajmowanie się zagadnieniami bezpieczeństwa wewnętrznego, w takim razie znam adres osoby, która na bieżąco ma bezpośrednio panu prezydentowi w tej sprawie doradzać i do tej osoby się zwrócilem - tłumaczy były minister.
Mikołaj Tocki
Czytaj też:
Jarosław Kaczyński o "obrzydliwych metodach panów z Platformy"













