Z uniesionymi w dłoniach wibratorem oraz pałką policyjną. Stojący na stercie bzdurnych przepisów. W ekstrawaganckich ciuchach, gdzie zestaw fioletowa marynarka i zielone spodnie to przykład stonowanego stroju. Janusz Palikot w ciągu kilku miesięcy stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polityków.
Palikot niewątpliwie jest enfant terrible największej polskiej partii. Jednak - mimo że regularnie przez swoje wyskoki - trafia na czołówki gazet, Platforma daje do zrozumienia, że kocha swoje dziecko i nie zamierza go surowo karcić.

Fot. Rafal Michałowski / AG
- Janusz Palikot jest potrzebny Platformie, ponieważ dzięki niemu ta partia może zmienić swoje miejsce na scenie politycznej. On jest frontmenem lewicowej frakcji PO. I jego działania mają przepozycjonować to ugrupowanie na lewą stronę sceny politycznej, bo tam pojawia się elektorat do zagospodarowania. Temu właśnie służy chodzenie w koszulce z napisem "jestem gejem", wymachiwanie plastikowym penisem czy obrażanie prezydenta - twierdzi poseł PiS Zbigniew Girzyński.
Zupełnie inne zdanie na temat Palikota mają politycy lewicy. Według nich, powody niekonwencjonalnych zachowań posła są zupełnie inne. - W każdym klubie jest taki Palikot. Wynika to z tego, że są posłowie, którzy mają bardzo wielką determinację, aby pokazać się światu. I robią to nie licząc się z kosztami. Wolą posługiwać się barwnym językiem i są bardziej zauważani niż ci posłowie, którzy pracują jak małe mrówki - ocenia wicemarszałek Jerzy Szmajdziński (SLD).
Platforma chwali swojego posła. A lider partii twierdzi, że tak ekstrawagancka osoba jest ugrupowaniu wręcz niezbędna. - Jeśli chcemy naprawdę zmienić durne przepisy, zmierzyć się ze skostniałą biurokracją, to na czele komisji Przyjazne Państwo musi stać ktoś taki jak Janusz Palikot. Tylko osoba nietypowa poradzi sobie z tym problemem - przekonuje szef klubu parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski.
Januszowi Palikotowi od dawna przyglądają się eksperci od kreowania wizerunku. I oni mają swoją teorię dotyczącą tego kontrowersyjnego polityka.
- On jest wizerunkowym zaworem bezpieczeństwa Platformy. Taką osobę ma każda partia. Kiedyś w PSL podobną rolę pełnił Jan Bury, w PiS Jacek Kurski, a obecne Joachim Brudziński. Partia pozwala odgrywać im role zaprogramowane przez liderów
- twierdzi Eryk Mistewicz. Po co Platformie taka osoba? - Wyobraźmy sobie, że np. PiS zapowie, że zgłasza wotum nieufności wobec ministra skarbu. I w tym momencie Janusz Palikot zaczyna pytać, czy to prawda, że posłowie PiS chcą pełnej refundacji leków na HIV, bo mogą w tym mieć w tym własny interes. Która z tych dwóch informacji zaczynają żyć media? - pyta Mistewicz. Według niego, Palikot jest kolejnym wcieleniem osób takich, jak Zygmunt Wrzodak, Bogdan Pęk, Stefan Niesiołowski czy Gabriel Janowski.
Zupełnie innego zdania jest Chlebowski.
- Janusz Palikot jest jedyny i niepowtarzalny. Inne kluby mają najwyżej nieudane imitacje
- żartuje lider Platformy.
Jan Osiecki




















