Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Bo uprawnienia to za mało.
RAPORT: AFERA HAZARDOWA - wszystko o sprawie
Ws. afery hazardowej mocnych dowodów nie ma. Inaczej CBA już podjęłoby próbę aresztowania obu polityków. Mamy na razie poszlaki, które jednak już wywołały małą gorączkę w Pałacu Prezydenckim.
Lech Kaczyński od dawna próbuje udowodnić, że nie jest malowanym prezydentem służącym tylko do podpisywania ustaw i z zamiłowaniem korzysta zarówno z przysługujących mu konstytucyjnie uprawnień, jak i z samej pozycji głowy państwa. Dziś postanowił wezwać przedstawicieli pozostałych władz na rozmowę ws. afery hazardowej,
Jak można się było spodziewać, zaproszenie natychmiast odrzucił Stefan Niesiołowski. ?Niech prezydent się nie fatyguje, bo ja nie przyjdę" - powiedział i dodał, że "CBA tym razem wcześniej zaczęło wybory. To propagandowa akcja, w której branie udziału służy PiS-owi. Uważam, że poza panem Putrą nikt nie powinien tam iść."
Można nie zgodzić się z argumentacją wicemarszałka, ale ma on trochę racji. Zaproszenie prezydenta do niczego nie zobowiązuje żadnego z adresatów, jest obliczone na efekt medialny i niekoniecznie ma mieć praktyczne znaczenie dla rozwikłania afery hazardowej. Prezydent ma, co prawda, narzędzia i uprawnienia, które pozwalają mu na znacznie skuteczniejsze działania w tej sprawie. Na pewno jednak byłoby ono zdecydowanie mniej pokazowe.
Po pierwsze, może wykorzystać Radę Bezpieczeństwa Narodowego, czyli swoje ciało doradcze w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego państwa. Jakoś nie słyszałem, aby RBN zebrała się wczoraj wieczorem czy dziś rano, a przecież prezydent poważnie traktuje aferę hazardową, która może być zagrożeniem dla bezpieczeństwa wewnętrznego, jeżeli zarzuty się potwierdzą. Widać nie jest tak poważnym zagrożeniem, by korzystać z rad członków RBN.
Po drugie, "w sprawach szczególnej wagi Prezydent Rzeczypospolitej może zwołać Radę Gabinetową" (art. 141 ust. 1 Konstytucji). Rada może wtedy domagać się w sposób rzeczowy i zdecydowanie mniej medialny wyjaśnień zarówno od premiera, jak i właściwych ministrów. W tym i Andrzeja Czumy, który już stwierdził, że Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki na pewno są niewinni, ale mimo tego przekonania przekazał materiały od CBA do prokuratora krajowego.
Szum medialny związany z wysyłaniem zaproszeń wydaje się być niepotrzebny. Wystarczyło skorzystać z prezydenckich uprawnień. Ale to nie było by aż tak widowiskowe. Widać nie liczy się jednak wyjaśnienie sprawy, tylko robienie szumu.
Andrzej Mandel
Czytaj też:













