Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta
Podczas dzisiejszych uroczystości na Westerplatte dało się dostrzec rezultaty wczorajszych konsultacji między połączonymi "szorstką przyjaźnią" Kaczyńskim i Tuskiem.
Jako pierwszy wystąpił prezydent Kaczyński i przedstawił polską interpretację historii II wojny światowej.
Zdaniem Kaczyńskiego, polityki ZSRR nie można też traktować jako wynikającej wyłącznie ze istoty ideologii komunistycznej: - To problem nie tylko totalitaryzmu. To problem wszelkich imperialnych czy neoimperialnych skłonności. Przekonaliśmy się o tym w zeszłym roku - rzekł nawiązując jednoznacznie do zeszłorocznej wojny rosyjsko-gruzińskiej.
Nie pominął sprawy Katynia: - To był efekt zemsty. Tak, to miała być zemsta za rok 1920. Za to, że Polska zdołała wtedy odeprzeć agresję.
Nie wybielał polskiej międzywojennej polityki zagranicznej ("Przyłączenie się Polski do rozbioru Czechosłowacji było grzechem") i - choć potępił imperializm ZSRR - docenił poświęcenie jego żołnierzy: - W wojnie tej zginęło wiele milionów żołnierzy armii radzieckiej. Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Gruzinów, Azerów, przedstawicieli wielu innych narodów. Należy im się hołd. Wykazali wielokrotnie niezwykłe wręcz męstwo.
Dalej Kaczyński podkreślił znaczenie prawdy, nawet najgorszej ("Z tego nigdy zrezygnować nie możemy") i na końcu raz jeszcze wbił szpileczkę w czułe miejsce Putina: - My do swoich grzechów przyznać się potrafimy, trzeba też potrafić przyznać się do grzechów i nie stawiać w jednej płaszczyźnie decyzji o zamordowaniu 30 tys. ludzi i epidemii tyfusu lub innych chorób. To nie jest droga do pojednania.
Podkreślił też, że polsko-niemieckiej umowy o nieagresji nie można porównywać z paktem Ribbentrop-Mołotow, co robił, także dziś, Putin.
Co na to premier Tusk? Także "pogłaskał" Putina, przypominając skalę ofiar wojny po stronie ZSRR: - Tysiące, dziesiątki tysięcy młodych ludzi zostawiło tutaj, wczesną wiosną roku 1945 swoje życie.
Powiedział, na jakich wartościach zbudowana jest Europa, by jednak ostatecznie podkreślić znaczenie wartości podstawowej, akcentowanej także przez Kaczyńskiego - prawdy: - Chcemy pamiętać o tych faktach nie żeby historii używać przeciw komuś, tylko żeby historia stała się fundamentem pokoju, prawda o tych zdarzeniach stała się fundamentem pokoju.
Tusk zakończył przemówienie z patosem: - Nigdy więcej wojny.
Prezydent nazywał wprost to, o czym premier jedynie napomykał. Kaczyński bronił polskiej interpretacji historii. Tusk skoncentrował się na wizji obecnej i przyszłej Europy, której spoiwem miałyby być wymieniane przez niego wartości. W rzeczywistości i prezydent i premier zrobili to, co do nich należało. Umiejętnie dzieląc role z jednej strony połechtali Putina piórkiem, z drugiej zaś smagnęli go rózgą. Powiedzieli, czego nie odpuszczą, wskazując jednocześnie na możliwość budowania lepszych współczesnych relacji z Rosją.
Paradoksalnie, całe obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej upłynęły więc na delikatnych słownych przepychankach z Putinem.
Rafał Garpiel
* Autor jest pracownikiem naukowym Instytutu Socjologii UJ, trenerem i doradcą ds. komunikacji.













