politbiuro >  Rady spindoktora

Palikot, czyli pierwsza gwiazda pop-polityki

Janusz Palikot na spotkaniu promującym jego książkę

Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta

  • Janusz Palikot znów obiecuje politykę na serio
  • Janusz Palikot na spotkaniu promującym jego książkę 'Pop-polityka'.
  • Janusz Palikot z wibratorem i pistoletem
  • Janusz Palikot z koszulką, gdy jeszcze był w PO
  • Janusz Palikot wspiera kampanię PO do europarlamentu
  • Janusz Palikot na happeningu w Kozłówce. Publiczne czytanie pracy doktorskiej Lecha Kaczyńskiego
  • Janusz Palikot

Z wibratorem, silikonowym penisem, pałką policyjną, świńskim ryjem. Janusz Palikot przyzwyczaił nas do swoich kontrowersyjnych pomysłów. To jego prawdziwa natura czy tylko doskonale zaprojektowany wizerunek?

Wchodzi w koszulce z napisem "Jestem brudny", spóźniony ponad pół godziny. Na sali gromkie oklaski od publiczności, a nawet okrzyki zachwytu. Fotoreporterzy rzucają się, by zrobić zdjęcie z bliska. Niektórzy zebrani - a jest ich aż tylu, że w wielkiej sali po dawnej, popularnej kawiarni brakuje miejsc do siedzenia - krzyczą do fotografów, by go odsłonili. Tak zaczęło się spotkanie autorskie Janusza Palikota, promujące jego najnowszą książkę o znamiennym tytule "Pop-polityka".

 

 

Narodziny gwiazdy

W 2007 roku Palikota rozpoznawało zaledwie 1-2 proc. społeczeństwa. Teraz poseł chwali się, że zna go 86 proc. Polaków. Nawet jeśli przesadza z liczbami, to i tak odniósł sukces: jest prawdziwą gwiazdą pop-polityki. Wzbudza emocje nie mniejsze niż gwiazdy show biznesu, a przy tym ufa mu 26 proc. Polaków (więcej niż chociażby Jarosławowi Kaczyńskiemu, Zbigniewowi Chlebowskiemu czy Grzegorzowi Napieralskiemu). Czy możliwe, że za pomysłami Palikota stoi tylko on sam? Czy regularne wpisy na blogach są tylko jego autorstwa? A może Palikot to tylko wyrachowane dzieło specjalistów od marketingu politycznego?

Palikot zapewnia, że sam wpada na różne - często kontrowersyjne - pomysły, choć nie ukrywa, że często korzysta z pomocy profesjonalnych PR-owców. Za jego głównego doradcę uchodzi Jacek Prześluga, były prezes PKP InterCity, właściciel dwóch agencji reklamowych Locomotiva i Look At. Z Prześlugą mają znać się od 2007 r. PR-owiec odpowiadał wówczas za kampanię promocyjną uruchamianego z wielkim rozmachem bloga "Poletko Pana P.".

Pop-polityka Palikota zaczęła się jednak już rok wcześniej, gdy pojawił się na debacie programowej PO w koszulkach "Jestem gejem", "Jestem z SLD". Mniej więcej w tym samym czasie w Lublinie na konferencji prasowej wystąpił z lateksowym penisem i z pistoletem. Cel? Napiętnować fakt, że w jednym z lubelskich komisariatów dochodziło do gwałtów, a sprawa została wyciszona - mówił.

- Doskonale opanował media relations. Daje dziennikarzom to, czego oczekują. W świecie show-biznesu zrozumiała to Doda, a w polityce - Palikot - uważa Wiesław Gałązka, specjalista od marketingu politycznego.

Narodziny pop-polityki

Eksperci szybko nazwali go gwiazdą pop-polityki. Palikot potrafił to sprytnie wykorzystać, pisząc książkę na ten temat, która właśnie ukazuje się w księgarniach. "Współczesne elity, jeśli chcą funkcjonować w świecie polityki, muszą być takie jak ich zewnętrzne otoczenie. Inaczej przepadną" - ten cytat mógłby stanowić credo jego książki.

Zdaniem Palikota, wszechpanująca poprawność polityczna jest dzisiaj "najbardziej śmiertelną chorobą i niebezpieczną cnotą zarazem". Uważa, że należy skończyć z wyidealizowaniem polityki, z XIX-wiecznym pojmowaniem elit politycznych. "Zaufanie do polityków jest takie samo jak zaufanie do gwiazd rocka czy filmu. Polityk jest tylko jednym z punktów odniesienia" - pisze Palikot w wywiadzie z samym sobą (taką formę ma książka).

Bez zażenowania podkreśla, że on jest pierwszym polskim politykiem, który potrafił odnaleźć się w nowych czasach. Jego samodzielność niekoniecznie podoba się kolegom z PO - już kilka razy "prawie" wyrzucono go z partii. - Gdyby Palikot konsultowałby się z kolegami swoimi poczynaniami, nigdy nie ujrzałyby one światła dziennego. Politykom brakuje wyobraźni. W tym sensie Palikot wyprzedza swoje czasy - uważa Gałązka.

Palikot szczerze przyznaje, że cały czas gra z mediami, choć nie jest pewny, czy na pewno wygra. Braku pewności siebie, w tym co robi, nie można mu jednak zarzucić.

Politbiuro: "Dziennik" zasugerował niedawno, że za Pana kontrowersyjnymi pomysłami stoi przede wszystkim Jacek Prześluga. Proszę powiedzieć szczerze - sam Pan wymyśla swoje kolejne akcje, czy ktoś je Panu podrzuca?

Janusz Palikot: - Koszulkę z napisem "Jestem brudny" wymyśliłem po drodze jadąc na spotkanie autorskie.

Koszulki to nie pomysł Prześlugi? On je zakładał jeszcze przed Panem.

- Zakładając po raz pierwszy T-shirty "Jestem gejem" i "Jestem z SLD" nawet nie znałem Jacka Prześlugi. Organizując słynną konferencję z wibratorem w Lublinie też go jeszcze nie znałem. Takich ludzi jak Jacek Prześluga, a także Andrzej Długosz, Marek Komorowski, Tadeusz Zielniewicz, którzy mi doradzają, mam kilku.

Żeby była jasność: ja z tymi ludźmi rozmawiam. Najczęściej po swoich happeningach proszę ich o komentarz. Czasami przed, kiedy, na przykład, nie mam pewności, jak postąpić. Odbywa się to na zasadzie co sądzisz Ty, Ty i Ty - pytam się kilku osób, nie tylko jednej. Czasami ktoś zasugeruje mi jakąś podpowiedź, którą wykorzystam. To jest normalny proces. Nie jest tak, że ktoś za mnie coś wymyśla, a ja to małpuję.

Podam przykład. Przy okazji kampanii wyborczej do europarlamentu zorganizowałem akcję czytania doktoratu Lecha Kaczyńskiego. Z żadnymi doradcami o tym nie rozmawiałem. Od razu miałem jasną wizję, jak to ma zostać zrobione.

To fizycznie niemożliwe, by Pan mógł wszystko sam zorganizować.

- W przypadku czytania doktoratu pomagali mi lubelscy działacze Platformy. Natomiast jeśli chodzi o spot, który niedawno zrobiłem wykorzystując wpadkę Kaczyńskiego, to rzeczywiście poprosiłem o pomoc Prześlugę. Jego agencja miała kupić to nagranie. Gdybym sam chciał to zrobić, na pewno byłyby inne ceny i przy okazji cały cyrk. Ostatecznie kupił mi to od TVN-u bodaj za 1600 zł.

Na Pańskim blogu regularnie pojawiają się nowe wpisy. Kilka miesięcy temu Ryszard Czarnecki zasugerował, że niektórym politykom blogi piszą ich doradcy.

- Codziennie moje wpisy na blog wrzuca Jacek Prześluga. Czasami piszę ich kilka naprzód - zwykle takich ogólnych filozoficznych - kiedy wiem, że w ciągu dnia mogę nie mieć na to czasu. Daję słowo honoru, że w 99,8 proc. napisałem ten blog sam. Był jeden przypadek, kiedy pomagały mi dwie osoby -  w czasie kongresu PiS.

Czyli potwierdza Pan, że rzeczywiście był na kongresie PiS-u?

- Przez pewien czas, krótko. Właściwie przed rozpoczęciem kongresu. Ale dojazd, wyjazd stamtąd sprawił, że nie byłem w stanie co 15 minut zamieszczać wpisów. Wtedy miałem dwóch ludzi - nie zdradzę ich nazwisk - którzy w moim imieniu zbierali tam informacje. Przyznaję uczciwie, że wpisy z kongresu to dzieło kilku osób. Lubię pisać i chętnie to robię. Większość ludzi myśli, że pisanie jest bardzo trudne. Dla mnie nie jest.

Pański wizerunek jest dokładnie zaplanowany na kilka lat naprzód, czy liczy się głównie przypadek?

- I tak, i tak. Myślę o swojej przyszłości. Staram się zbudować jakiś spójny obraz. Nie zachowuję się całkiem chaotycznie. Są wartości, w które wierzę i które są dla mnie bazą dla wszystkich moich działań. Ale życie zawsze coś nowego przynosi. Nie jestem w stanie zaplanować, że Lech Kaczyński kupuje małpki, albo że Rydzyk obśmiewa kogoś o innym kolorze skóry. Zawsze jednak działam według pewnego klucza wartości: tolerancji wobec innego człowieka, pomocy słabszemu, otwartości na ludzi o innej orientacji seksualnej, sprawiedliwości społecznej, walki z ksenofobią, zakłamaniem i taką polityczną nowomową.

Czasem zdarza się, że robię coś dla jaj. Nie ukrywam, że rozbawiają mnie niektóre reakcje polityków. Lubię to dla samego lubienia - to jest fajna zabawa. Choć nie zawsze było mi do śmiechu - jak na konferencji z wibratorem i pistoletem. To nie był żart.

Problem w tym, że poważne sprawy, o których stara się Pan mówić, traktowane są czasami jak żart ze względu na formę happeningu.

- Można zamienić wszystko w cyrk, wygłupy. Staram się tego nie robić. Nie twierdzę, że mi się zawsze udaje. Być może czasami przesadzam. Nie chcę jednak, by to JAK robię przesłoniło to, CO mam do powiedzenia.

Specjaliści od marketingu politycznego nazywają Pana pierwszą polską gwiazdą pop-polityki, o czym zresztą jest Pana najnowsza książka. Jest Pan dumny z tej łatki?

- Tak. Jestem szczęśliwy z roli, jaką odgrywam w polskiej polityce. Ludzie, którzy myślą że jest w tym coś złego, bo to jakiś pop, myślą w tradycyjnych kategoriach politycznych, kiedy polityka była takim bujaniem w obłokach. Dzisiaj jak polityk wystąpi z takimi tekstami jak Rokita w "Dzienniku", to zanudzi ludzi na śmierć. Nikt nie chce tego czytać. Rokita całkowicie został w XIX-wiecznym świecie politycznym.

Ile jest prawdziwego Palikota-człowieka w Palikocie-polityku, którego widzimy w mediach?

Na co dzień jestem trochę bardziej filozoficzny niż widać to w mediach. Piszę teraz poważną książkę o Leśmianie z pozycji Heideggera. Czytam filozoficzne teksty w oryginale - po grecku, niemiecku. Ale to się nie przebija w mediach.

 

 

Zuzanna Szybisty

O Januszu Palikocie czytaj więcej tutaj

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:
Gracz Roku
Sukces roku. Jego i nasz
Partacz Roku
To już jest koniec...

NEWSLETTER POLITBIURA

Najnowsze wiadomości z Politbiura.pl prześlemy na Twój e-mail. Zobacz przykład
PolitDzwonki polecają (MP3)
Vocal: Giganci. Mix: Wyborcza.pl
Vocal: Jan Rokita. Mix: Wyborcza.pl
Ostatnio w PolitGroszkach
Tym razem wygląda inaczej niż zwykle
Podyskutuj na forum kraj
Ostatnio w PolitBiurze

Najczęściej komentowane

Najczęściej czytane
Julia Tymoszenko w Polsce - relacja

Julia Tymoszenko w Polsce - relacja

Julia Tymoszenko podczas swojej pierwszej...

Marcinkiewicz na razie nie chce badania wariografem

Marcinkiewicz na razie nie chce badania wariografem

- Mogę poddać się badaniu wariografem - tak...

PO buduje własny think tank. Ma nadawać kierunek

PO buduje własny think tank. Ma nadawać kierunek

- Tylko dobrze zaplanowana strategia buduje...

Migalski bloguje

Migalski bloguje

Na Salonie24.pl. Nieco rozdygotany,...

Gulczyński: Próbują robić aferę. Wałęsa: To prowokacja

Gulczyński: Próbują robić aferę. Wałęsa: To prowokacja

- Podniosłem rękę w stronę kamery, bo by mnie...

Z cyklu PolitGroszki: Piotr Targiński - model PO

Z cyklu PolitGroszki: Piotr Targiński - model PO

Piotr Targiński - jeden z najbliższych...

Lobbing po polsku

Lobbing po polsku

Palikot zapowiada zmianę ustawy o lobbingu....