W orędziu podsumowującym kampanię prezydent zarysował to, co dla niego najważniejsze: konflikt wartości wewnątrz UE. Wskazał też, że należy głosować na tych, którzy trzymają w tym konflikcie stronę prezydenta...
Zacznijmy od tego, co było łatwe do przewidzenia. Lech Kaczyński nie radził sobie - jak zawsze - z płynnym odczytywaniem treści orędzia z ekranu promptera. Warto o tym do znudzenia przypominać, ponieważ gdy ktoś duka tekst, nie zauważając przerw między zdaniami, traci na wiarygodności. Dlaczego? Przekaz traci w naszych oczach na spójności, gdy dostrzegamy, że osoba mówiąca zna tekst w podobnym stopniu, co my. Spójność zaś buduje wrażenie szczerości.
Tradycyjnie już prezydent usztywnił się jak kopnięty prądem. Taka jego natura, trudno cokolwiek zmienić w tym względzie, równie trudno jednak tego nie zauważyć. Realizator znowu bawił się naprzemiennym ukazywaniem Kaczyńskiego w oddaleniu i przybliżeniu. Zaszalał, gdy prezydent mówił o swych spotkaniach w miastach i wsiach. Gdy Kaczyński dziękował za spotkania i rozmowy, zniknął na jakiś czas z ekranu, a właściwie zniknął tylko częściowo. Autor koncepcji orędzia postanowił bowiem potwierdzić obrazem słowa prezydenta i pokazać fragmenty spotkań Kaczyńskiego z mieszkańcami owych miast i wsi.
Odnośnie treści, było bardzo moralizatorsko i górnolotnie: - Polacy przywrócili znaczenie podstawowym wartościom, które dają ludziom wiarę i siłę. Pokazali, że w ludzkim życiu i w międzynarodowej polityce trwałe może być tylko to, co jest budowane na prawdzie, wolności, solidarności, na przykazaniach z Dekalogu. Dlatego i dzisiaj nie może być nam obojętne, w jakim kierunku zmierza europejska wspólnota.
Kaczyński przypomniał tym samym, że jego rozumienie europejskości zawiera w sobie nie tylko wartości uniwersalne (prawda, wolność, solidarność), ale i te nieco mniej uniwersalne - kanon wiary chrześcijan.
Jak Janosik opowiadał się ponadto przeciw obecnym - w jego ocenie - podziałom w obrębie UE: - Na starych i nowych, na bogatych i biednych, na tych którym wolno więcej i tych, którym wolno mniej. - Zgodnie z przewidywaniami epatował, podobnie jak Tusk przy wielu okazjach, etosem "Solidarności" jako znakiem firmowym swego urządu.
A gdzie elementy kampanii wyborczej, kampanii antyPO? Spokojnie, choć zawoalowane, oczywiście się pojawiły. Kogo mamy wybrać do europarlamentu? - Wybierzmy ludzi, których wyróżnia patriotyzm, którzy będą pamiętać w Strasburgu i Brukseli, że są z Polski - powiedział Kaczyński. Chyba nie trzeba nikomu przypominać, którą to partię uznał prezydent za niepolską?
By nikt nie miał wątpliwości co do tego, kto odniósł zwycięstwo podczas solidarnościowego zrywu i kto jest wystarczająco polski, w tle słów prezydenta pojawiły się zdjęcia: prezydent głosuje z żoną, prezydent z opozycjonistami w 1980 i z... bratem...
- Dajmy Europie i Polsce więcej solidarności - podsumował prezydent, jak to zwykle bywa przy okazji orędzia, prezentując uśmiech numer 3 (czyli orędziowy). Dla wyjaśnienia: w repertuarze prezydenta występuje jeszcze uśmiech nr 1 - szczery, kierowany w stronę bliskich mu emocjonalnie i ideologicznie osób, oraz uśmiech nr 2 - sztuczny, zapewne fizycznie bolesny dla Kaczyńskiego, obecny np. podczas jego spotkań z Tuskiem lub kimś z otoczenia premiera.
Reasumując, było mniej proPiS-owsko, niż można było się spodziewać, ale europejsko w osobliwym ujęciu europejskości, czyli zgodnie z przewidywaniami.
Rafał Garpiel
* Autor jest pracownikiem naukowym Instytutu Socjologii UJ, trenerem i doradcą ds.
komunikacji międzyludzkiej.













