Źródło: SLD
SLD wyemitował swój eurokampanijny spot. Miało nie być kampanii negatywnej, a jest... Bez pomysłu - zgodnie z ideą przewodnią panującej spotomanii: nieważne, czym i w co, byle przywalić.
Tomasz Kalita dozował napięcie wokół spotu stwierdzając: - Nie można jak PiS (...) formułować negatywnej kampanii.
Po tak obiecującej zapowiedzi mogliśmy się spodziewać pierwszego, w ramach obecnej eurokampanii, spotu merytorycznego. Mogliśmy? Pewnie, że mogliśmy, ale się zawiedliśmy. Spot jest bowiem klasycznym produktem kampanii negatywnej i nie ma w nim nawet śladów merytorycznego dyskursu programowego.
Kalita zapowiadał spot, mówiąc o nim: - Nie, to nie będzie na pewno atak; chcemy polemizować z kompetencjami, z doświadczeniem, z przygotowaniem kandydatów Platformy i to jest ten dialog.
Jaki dialog? W tym spocie nie ma śladu dialogu. Jest natomiast kpina z Mariana Krzaklewskiego, traktowana jednak nie jako cel sam w sobie, ale jako narzędzie zemsty na zdrajczyni lewicy - Danucie Huebner.
Co odnajdujemy w spocie? Piosenkę śpiewaną przez Piotra Pręgowskiego, wspierającą kampanię prezydencką Krzaklewskiego z 2000 roku oraz kilka - fakt - kompromitujących wypowiedzi b. przewodniczącego Solidarności. - Będę spokojnie walczył jak lew - rzekł Krzaklewski razu pewnego. - Jeśli chodzi o poziom wypowiedzi to tutaj nie ma gorszych i lepszych, a może nawet są gorsi - stwierdził innym razem. Z tego drugiego cytatu trudno nawet wywnioskować, do czego pił Krzaklewski. Z drugiej strony patrząc, każdemu można wygrzebać jakieś autoprezentacyjne wpadki, kwestią otwartą pozostaje jedynie ich liczba i medialna atrakcyjność. Te są, przyznać należy, niezłe.
Co jednak najważniejsze, kompromitacja Krzaklewskiego ma - pośrednio - przyczynić się do politycznej kompromitacji i neutralizacji Huebner. Tak rzecz wyobrazili sobie spin doktorzy lewicy. Dlaczego tak? Ponieważ bezpośrednie uderzenie w Huebner byłoby trudne; była wszak, jak dotąd, wzorowym przykładem proeuropejskich działań lewicy.
Dlaczego to Huebner ma, wedle zamysłu strategów SLD, najbardziej ucierpieć w efekcie emisji tego spotu? Krzaklewski to dla SLD żaden konkurent, Huebner - zdecydowanie tak. Skoro SLD straciło na rzecz Platformy czarnego konia eurowyborów, starają się postrzelić go w plecy zanim dobiegnie do konkurencyjnej stajni. Działają więc w myśl zasady: skoro sam zupy już nie zjem, to do niej chociaż napluję.
Czy to dobry pomysł na spot? Odpowiedź brzmi: równie dobry, jak w przypadku pozostałych fenomenów spotomanii - czyli zły pomysł. Znowu brak merytorycznego, programowego dyskursu. Znowu brak słowa o ugrupowaniu, które spot prezentuje. Znowu atak personalny. Różnica między SLD a PiS-em jest taka, że PiS przynajmniej nie zapowiadał kampanii pozytywnej, Kalita natomiast zapowiedział ją w imieniu SLD i słowa nie dotrzymał.
Prawdopodobnie wszystkie spoty emitowane w ramach eurokampanii będą traktować o Platformie. Zrobi się więc - z politycznego punktu widzenia - naprawdę nudno. Ale może chociaż śmiesznie.
Jest spora szansa na rozrywkowy przebieg kampanii, gdy słyszymy - przykładowo komentarz Krzaklewskiego, który po obejrzeniu spotu stwierdził: - Określenie "Maryjan" to obraza świętej osoby, która w maju jest szczególnie czczona w Polsce. Czyżby Polacy przegapili ustawowe wprowadzenie święta Mariana Krzaklewskiego? Miejmy nadzieję, że to dzień wolny od pracy.
Rafał Garpiel
* Autor jest pracownikiem naukowym Instytutu Socjologii UJ, trenerem komunikacji interpersonalnej, specjalistą w dziedzinie retoryki i erystyki.
Czytaj też:








![Dla wątpiących w ambicje polityczne Olechowskiego [WIDEO]](http://bi.gazeta.pl/im/9/7390/z7390649M.jpg)










