Wzmocniony sztab wyborczy PiS pracuje chyba przez 24 godziny na dobę. Nie przekłada się to wprawdzie na jakość komunikacji, ale na ilość - zdecydowanie tak.
Śledząc doniesienia medialne z eurokampanii można odnieść wrażenie, że PiS jest jedynym ugrupowaniem, które wybiera się do europarlamentu. O PiS-ie słyszymy, gdy partię opuszczają kolejni znerwicowani posłowie, gdy walczy o dobrze brzmiące nazwiska kandydatów do eurocastingu, wreszcie - gdy emituje spoty propagandowe. Spotom warto przyjrzeć się bliżej.
Sztab PiS-u, wzmocniony ostatnio lub - wedle uznania - osłabiony przez Marka Migalskiego, produkuje spoty niczym Bollywood. Dużo ich, ale arcydziełami sztuki filmowej czy reklamowej zdecydowanie nie są.
Trzy ostatnie spoty - "Kolesie" i "Drużyna Palikota" w stu procentach, "Więcej dla Polski" w 70-80 proc. - to filmiki o Platformie Obywatelskiej. Czy główna siła opozycyjna naprawdę nie ma do powiedzenia niczego o sobie?
W "Kolesiach" autorzy stwierdzili, że "teraz żyje się lepiej tylko kolegom Tuska". Dlaczego? Misiak łyknął 48 milionów, żona ministra Grada - 50, a "koleżanka Tuska", czyli Hanna Gronkiewicz-Waltz "przyznaje swoim ludziom gigantyczne nagrody": 58 milionów. Jaki jest tego rezultat? - Zrozpaczeni ludzie biją się o paczki z żywnością.
Poza tym "rząd PO likwiduje polskie stocznie, zwalnia ludzi", "odmawia pomocy polskim zakładom". Tańsze chwyty trudno sobie wyobrazić.
Zapewne gdyby Misiak, Gronkiewicz-Waltz i żona Grada nie dostali paczek z pieniędzmi (razem 156 milionów), kupiono by za te pieniądze paczki z żywnością, o które teraz Polacy biją się, jak wiadomo, na każdej ulicy i o każdej porze dnia i nocy. Kogo PiS próbuje nabrać?
Jednocześnie gdy PiS ma okazję, by zgodzić się na zawieszenie finansowania swojej i innych partii, jak lew walczy o utrzymanie dotacji. Ile paczek z żywnością można kupić za kasę wydawaną na partie? Co więcej, ileż takich paczek można było kupić za pieniądze wydane na produkcję i emisję tego miernego spotu? Prosimy o przeliczenie. Prosimy o doliczenie do kosztorysu pieniędzy wydanych na przeprosiny, w formie płatnych ogłoszeń w mediach, za kłamstwa zawarte w tym częściowo wycofanym z obiegu spocie.
W "Drużynie Palikota" dostaje się, co oczywiste, Palikotowi.
Mniej natomiast oczywisty jest sens tych ataków. Czy Palikot wybiera się do europarlamentu? Nie. Czy aktualnie toczy się w Polsce kampania do polskiego parlamentu? Nie. Nic to, można zawsze wyrzucić kolejne pieniądze (ponownie prosimy o przeliczenie wydatków na paczki z żywnością) na spot, który frunie w eter i nic z niego nie wynika.
PiS nie musi nikogo przekonywać o swojej niechęci do Palikota. Wie o niej każdy zwolennik PiS czy PO. O tym, że Palikot namieszał w finansowaniu swej kampanii do parlamentu wiemy i odpowiednie organy państwa już to sprawdzają. O tym, że Palikot opróżnił publicznie "małpkę", założył koszulkę z napisem "Jestem gejem" oraz wykorzystał pistolet i wibrator jako rekwizyty - także wiemy. Ale co to ma wspólnego z kampanią Saryusza-Wolskiego, Huebner, Thun, Lewandowskiego, Kolarskiej-Bobińskiej i Buzka do europarlamentu? Nic. Poza tym tylko uważny obserwator wyłowi ze spotu wizerunki tych osób, nazwisk zaś nikt tam nie wymienia. A uważnych obserwatorów jest naprawdę bardzo niewielu.
Spot "Więcej dla Polski" zdradza nam przynajmniej, kto walczy z PO o miejsca w europarlamencie. Otóż jest to partia PiS. Warto o tym wspomnieć, albowiem nie ma o tym słowa w poprzednich spotach.
- W Europie trzeba się szanować. Poklepywanie po ramieniu to nie znak siły naszego kraju - mówi narrator. Poklepywanie stało się głównym bohaterem spotu. Okazuje się, że Tusk jest najbardziej poklepywanym politykiem świata, a każdy poklepujący wyraża w ten sposób pogardę wobec Tuska, rządu polskiego i Polski jako takiej.
Interesująca teza. Zwłaszcza, że w spotkaniach na szczeblu międzynarodowym wszyscy wszystkich poklepują na potęgę, żeby nie wspomnieć o poklepywaniu Tuska przez Kaczyńskiego podczas jednego ze szczytów. Chyba, że to także był akt publicznie wyrażonej przez prezydenta pogardy do premiera. W takim razie inni poklepywacze na pewno to zauważyli i obecnie naśladują Kaczyńskiego.
Nadprodukcja spotów w stajni spin doktorów PiS-u prowadzi do kuriozalnej sytuacji: zyskują one własne, niezależne od kampanii życie. W ten sposób do rangi najważniejszych wydarzeń politycznych awansują filmiki, które powinny owo życie polityczne jedynie relacjonować.
Cała Polska ekscytuje się losami PiS-owskich spotów i procesem w sprawie jednego z nich. Publicyści i politycy opiniują je szczegółowo, co powoduje, że przestają być narzędziami walki politycznej, stając się jej jedyną treścią. Choć są ciekawymi produktami popkultury, nie odgrywają jednak większej roli w konkurencji między PiS-em i PO.
Same spoty są w całości nie a propos. Mówią o przeciwniku politycznym PiS-u, nie mówiąc, lub prawie nie mówiąc o PiS-ie, co nie może tej partii pomóc. PiS próbuje grać na emocjach i kupić w ten sposób elektorat rozczarowany PO. Tak naprawdę spoty te trafiają jedynie do twardego elektoratu PiS-u, który na pewno ma z nich wiele radości. Taniej byłoby jednak sprawiać radość swoim ludziom np. za pomocą wynalazku PiS-u, czyli grillowania.
Rafał Garpiel

























