Fot. Sławomir Kamiński, Krzysztof Miller / AG
W weekend Janusz Zemke porównał Kazimierza Marcinkiewicza do Dody. Czy to krzywdzące porównanie? A jeżeli tak, to dla kogo?
- A co on takiego, naprawdę konkretnego jako premier zrobił? - pytał Janusz Zemke w sobotę Radia Zet. Poseł SLD sam wymienił znane mu "dokonania" Marcinkiewicza: kopanie piłki, taniec na studniówce - podkreślając przy tym, że politycznie zbytnio się nie wykazał. - Jest znany z tego, że jest znany, jest to taka Doda polityki.
Nie wszyscy pamiętają, że Zemke przypomniał jedynie wypowiedź Magdaleny Środy (z maja ubiegłego roku) odwołanej przez Marcinkiewicza pełnomocniczki rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn. Diagnozowała wówczas swego byłego szefa w sposób następujący: - Gdyby premier Marcinkiewicz miał mniej kompleksów lub był kobietą, z pewnością związałby swoje życie z show biznesem. Tu wystarczy zagrać byle gdzie, zaśpiewać byle jak, zrobić byle co (...), by ustawicznie absorbować sobą mass media. Osobą mistrzowską pod tym względem jest niejaka Doda Elektroda (...). W dodatku robi to inteligentnie. Niestety, premier Marcinkiewicz kobietą nie jest, do inteligencji i urody Dody mu bardzo daleko, jednak za wszelka cenę stara się ją naśladować. A na to, by być w polityce znanym dlatego, że się jest znanym, trzeba pracować jeszcze więcej niż w show biznesie.
Czy taka ocena byłego premiera Marcinkiewicza jest uprawniona? Zastanówmy się. Doda jest osobą nieskromną. Często mówi o sobie w samych superlatywach wyraźnie podkreślając: "Królowa jest tylko jedna". Marcinkiewicz zaś w krótkiej rozmowie z Anitą Werner w TVN24 zdążył powiedzieć o planie startu Donalda Tuska w wyborach prezydenckich i utworzenia rządu przez Grzegorza Schetynę: - Może nawet to mój pomysł, kto wie - zaś o zmianie stawek podatkowych, która weszła w życie na początku 2009 roku: - Za moją przyczyną, za moim pomysłem te podatki zostały obniżone. Jeden warunek - nieskromność - spełniony.
Drugi warunek: obecność na pierwszych stronach tabloidów? Zaliczona na piątkę z plusem. Dziennikarze "Super Expressu" "przypadkiem" natknęli się na Marcinkiewicza który - używając słów Janusza Zemke - wybierał pierścionek dla swojej nowej oblubienicy. - Żona pewne rzeczy czuje... I wie. Muszę dać sobie radę sama - powiedziała Maria Marcinkiewicz "Super Expressowi", zaś sam Marcinkiewicz "Faktowi" o swojej nowej partnerce: - Jest fascynująca. Jest w Londynie od czterech lat i pracuje w City. Matka Marcinkiewicza dodaje: - Mój syn jest głupi! Nie zasługuje na taką żonę jak Maria. Sytuacja ta przypomina sprawę rozpadu związku Dody z Radziem. Tylko czy pani Maria zasłużyła na porównanie do Radzia?
Wczoraj na pytanie Anity Werner w TVN24, czy czyta tabloidy, Marcinkiewicz odpowiedział jednak, że nie. A pytany o przyczyny znaczącej obecności jego życia prywatnego w tabloidach podkreślił - Ja nie mam nic do ukrycia. Zauważył także, że to normalne, że zainteresowanie jest spore, bo jest byłym premierem.
Czy zatem Marcinkiewicz jest Dodą polskiej polityki, czy nie? Skiba podkreślił w swym felietonie opublikowanym w tygodniku "Wprost":
O ile Marcinkiewicza można nazwać Dodą polityki, o tyle Dodę Marcinkiewiczem estrady już nie za bardzo
- sugerując, że porównanie to jest dla Dody, jako gwiazdy show-bizu, krzywdzące.
Coś w tym jest. Doda nie tylko kontroluje poziom swej obecności w tabloidach (to element wspólny z Marcinkiewiczem) ale i - tu tkwi jej przewaga - nie udaje, że nie ma pojęcia o uwarunkowaniach swej medialnej obecności. Poza tym Magdalena Środa, niestety, się myliła. Nie jest prawdą, że by być w polityce znanym z tego, że jest się znanym, trzeba się napracować. Wystarczy po prostu być.
Rafał Garpiel
* Autor jest pracownikiem naukowym Instytutu Socjologii UJ, trenerem komunikacji interpersonalnej, specjalistą w dziedzinie retoryki i erystyki.
Czytaj też:













