Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Czy można prowadzić wojnę pijarowską milcząc? Donald Tusk dowodzi, że tak. Można także działać politycznie poprzez zaniechanie działania. Tym razem Tusk zostaje, Kaczyński leci.
Legenda polskiej piłki nożnej - trener Kazimierz Górski mawiał: gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Można powiedzieć, że zarówno Tusk jak i Kaczyński grają tak, jak pozwalają im przeciwnicy. W piątek Lech Kaczyński występuje na szczycie Unii Europejskiej w sprawie kryzysu finansowego. W czwartek został obdarowany dziesięciopunktowym dokumentem zawierającym oficjalne stanowisko rządu, które to stanowisko jest dla prezydenta wiążące. Jakie są tego konsekwencje?
Wygraną Kaczyńskiego jest to, że będzie na szczycie UE. Na dodatek nie będzie miał - jak ostatnio - problemów z transportem i zakwaterowaniem. Nie zapowiada się także na walkę o krzesła przy stołach: obrad i biesiadowania. Przegraną jest konstytucyjny obowiązek respektowania przez prezydenta ustaleń i decyzji rządu. Efekt jest taki, że prezydent Kaczyński będzie w praktyce występował jako rzecznik stanowiska rządowego. Co może uczynić? Ma do wyboru dwie opcje: złą i gorszą.
Zła opcja: realizować program rządu Tuska. Złe to rozwiązanie ze względu na wizerunek prezydenta, dobre dla wizerunku Polski.
Gorsza opcja: realizować autonomiczną politykę prezydencką, niezależną i niezgodną z polityką rządu. Złe rozwiązanie dla Polski, a czy dobre dla samego Kaczyńskiego? Niekoniecznie.
Jawne sprzeniewierzenie się zasadzie prymatu rządu w polityce międzynarodowej może przynieść tylko kłopoty i zaostrzyć spór między pałacami. A pogłębianie tego sporu nie jest dobre dla prezydenta. Byłoby także niekorzystną dla jego wizerunku odpowiedzią na "gest" premiera - odstąpienie od zamiaru udania się na ów szczyt UE wraz z prezydentem. Czyli Kaczyński grać może tak, jak przeciwnik pozwala. A przeciwnik pozwala na niewiele.
Wracając do "gestu" Tuska, jest on wpisany w konwencję gry politycznej przyjętą w ostatnich tygodniach przez obydwu polityków i ich doradców. Wizerunkowy pojedynek między Tuskiem i Kaczyńskim przeszedł mianowicie w fazę milczenia i uśmiechu. Panowie prezydent i premier postanowili najwyraźniej co następuje: nie dokuczamy sobie, nie formułujemy uszczypliwych uwag ani nie naśmiewamy się z siebie. Czy to oznacza zastój w wojnie wizerunkowej? Przerwę między wyczerpującymi bitwami? Nie, bynajmniej. To bitwa na kurtuazyjne uśmiechy. Obydwaj sprawdzają, który dłużej wytrzyma. A wszyscy wiemy, że kurtuazyjny uśmiech utrzymywany zbyt długo boli.
Działanie przez zaniechanie - to też strategia prowadzenia polityki wizerunkowej. Milczenie może stanowić ważny przekaz w komunikacji politycznej i tak jest tym razem w przypadku Tuska i jego strategii zaniechania. Czy tego chce, czy nie, Tusk także gra tak, i tylko tak, jak przeciwnik pozwala. A i prezydent nie pozwala na zbyt wiele. Kaczyński dopiął swego przy okazji poprzedniego szczytu UE (pojawiając się na nim), dopiąłby także tym razem. Zwłaszcza, że Tusk poniósł wówczas wizerunkową porażkę - był nerwowy i opryskliwy. Przeciwnie Kaczyński - swobodny i sprawiający wrażenie dobrotliwie rozbawionego kuriozalną sytuacją między nim a premierem.
Tusk postanowił więc tym razem odpuścić i... szach mat. Kazimierz Górski mawiał także: piłka jest okrągła, a bramki są dwie. Tym razem prezydent mając do wyboru dwie bramki, postanowił strzelić do swojej.
Rafał Garpiel
Autor jest pracownikiem naukowym Instytutu Socjologii UJ, trenerem komunikacji
interpersonalnej, specjalistą w dziedzinie retoryki i erystyki.



















