Współczesna strategia prowadzenia kampanii wyborczej musi być dwutorowa. Jednym - tradycyjnym torem trafiamy do starszego elektoratu, drugim zaś do elektoratu młodego, rządnego zmian. Taką właśnie strategię zastosował prezydent USA - Barack Obama.
Z drugiej strony, cała gra między Republikanami i Demokratami toczy się o niewielki skrawek elektoratowego tortu. W Ameryce poglądy republikańskie bądź demokratyczne wysysa się z mlekiem matki, stąd względnie niewielkie przepływy wyborców z jednej flanki na drugą.
Na tak trudnym gruncie marketingu politycznego spin doktor musi stanąć na głowie, by przekonać każdego pojedynczego Amerykanina. I staje na głowie. Jak się okazało, istnieje sposób, by zaspokoić w kampanii wyborczej oczekiwania starszego i młodszego pokolenia Amerykanów. Wystarczy po prostu przygotować dwie różne części spektaklu i... odsłaniać je naprzemiennie.
Część I. Konserwatywna część Obamologii to - paradoksalnie - coś, co sprawia wrażenie powiewu nowoczesności, nowości. W Ameryce nastał czas zmian - powtarzał do znudzenia Obama. No właśnie, do znudzenia. Gdyby obywatele USA mogli żyć kilkaset lat, powiedzieliby: - O, 44. prezydent mówi to samo, co 43. 42, 41, 40... oraz wszyscy pozostali. Bądźmy szczerzy - zapowiadanie zmian to wątek raczej wyświechtany. Podobnie osławione hasło nr 1 Obamologii: "Yes we can!" - Tak, możemy, tak, damy radę, tak, podołamy! Tak. Trudno znaleźć polityka, który nie bombardowałby potencjalnych wyborców wiarą w... siebie. Przecież "Tak, podołamy!" oznacza w gruncie rzeczy - "Tak, podołam!". Ale brzmi znacznie lepiej.
Część II. Co nowego przyniosła Obamologia? Kampanię internetową. Nie tyle sam fakt jej prowadzenia, co efektywność w tej materii. Co jest owej efektywności źródłem? Umiejętnie wyreżyserowana wiarygodność, oparta na kulcie młodości. A młodość to świeżość, prawdziwość i nieskazitelność. Materiał nadający się perfekcyjnie do budowania mitu Obamy.
To w internecie - medium młodych - pojawił się "spontaniczny" twór muzyczny pt.: "Yes, we can!" - utwór odśpiewany przez kilka młodych amerykańskich gwiazd i gwiazdek. To Internet był nośnikiem piosenki Amber Lee Ettinger - śmiało odsłaniającej swoje ciało Obama Girl przekonującej, bardziej widzów niż słuchaczy, jak świetnym facetem jest Obama.
Młodzi wyborcy mają zresztą masę promujących Obamę klipów do wyboru, z których każdy jest "młodzieżowy". Bo prezydent Barack Obama jest młodzieżowy! Wtedy kiedy trzeba i tam gdzie trzeba, oczywiście. A w Internecie trzeba. I trzeba podczas kampanii. Ale co najważniejsze - Barack Obama i jego sztab wyborczy nie ma nic wspólnego z ową eksplozją internetowego entuzjazmu! Taka jest oficjalna wersja wydarzeń.
Rafał Garpiel
Autor jest pracownikiem naukowym Instytutu Socjologii UJ, trenerem komunikacji
interpersonalnej, specjalistą w dziedzinie retoryki i erystyki.
Czytaj też:











