Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Na świadka wezwie Jarosława Kaczyńskiego. PO skutecznie przesuwa akcenty tzw. afery hazardowej na swoją korzyść.
Komisja śledcza ds. ustawy hazardowej ma zakończyć prace do końca lutego przyszłego roku. Przez niespełna trzy miesiące ma przesłuchać około 50 osób, badając przynajmniej trzy wątki ustawy o grach losowych (za rządów SLD, PiS i PO). Zakładając, że członkom komisji uda się spotykać trzy-cztery razy w tygodniu, tempo przesłuchań będzie bardziej niż ekspresowe.
Dziś członkowie komisji - przy nieobecności przedstawicieli PiS i SLD - zdecydowali, by wezwać na świadka także prezesa PiS. Za rządów Jarosława Kaczyńskiego przygotowywano nowelizację ustawy hazardowej, w której znalazł się zapis o wprowadzeniu wideoloterii. Nie wiadomo, kto był autorem tej poprawki. Projekt - jako projekt klubowy - przedstawił Przemysław Gosiewski. Okazuje się jednak, że nowelizacji powstała w Ministerstwie Finansów. Nie przedstawiono go jednak jako projekt rządowy, bowiem departament zajmujący się grami losowymi w ministerstwie miał być "uwikłany".
Te niejasności są na rękę obecnej ekipie rządzącej, więc nie dziwi, że politycy PO się ich uczepili.
Wczoraj Radio RM FM podało z kolei, że komisja hazardowa chciałaby także przesłuchać m.in. Leszka Millera i Krystynę Łybacką, czyli osoby, które za rządów SLD mogły mieć wpływ na ustawę o grach losowych. Już w 2003 r. padło określenie "afery hazardowej" z udziałem ówczesnego szefa klubu SLD - Jerzego Jaskierni (prokuratura umorzyła sprawę).
Niewiele osób wierzy, że komisja hazardowa cokolwiek wyjaśni. Na razie efekty jej prac są marne. Nie dowiedzieliśmy niczego, o czym już wcześniej nie mówiono. Zobaczyliśmy za to przedsmak politycznych awantur oraz narodziny nowej gwiazdy.
Namnożenie wątków i olbrzymia ilość świadków tylko przekonują, że w trzy miesiące można co najwyżej otworzyć puszkę Pandory, a nie "dojść do całej prawdy". Widać za to, kto w komisji najefektywniej pracuje, skoro "afera hazardowa" coraz mniej kojarzy się ze Zbychem i Mirem, a coraz bardziej z "notatką Gosiewskiego".
Zuzanna Szybisty













