Fot. Dominik Sadowski / AG
- Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki - tak Grzegorz Schetyna skomentował pogłoski, że Jan Krzysztof Bielecki zostanie następcą Tuska.
Nazwisko Bieleckiego często powtarza się w spekulacjach nt. tego, kto zastąpi Tuska na stanowisku. Dlaczego akurat jego? Bo są przyjaciółmi od bardzo dawna i razem budowali KLD. Do tej pory Bielecki ma na premiera bardzo duży wpływ. Poza tym dzięki temu w PO nie wyrósłby żaden poważny konkurent dla Tuska. Grzegorz Schetyna i Bronisław Komorowski mają ku temu predyspozycje.
Wyborcom też by się to mogło spodobać. Bielecki jest bowiem bezpartyjnym fachowcem, a tacy to ulubieńcy Polaków. W dodatku ma już doświadczenie w rządzeniu, a on sam nie zapisał się jakoś źle w pamięci. W 1991 roku w wyborach parlamentarnych dostał najwięcej głosów.
Jednak - wbrew pogłoskom - ani on sam, ani PO nie chce, żeby objął tę funkcję. Bielecki ma dobrą pracę, na pewno przynoszącą większe profity i mniej stresogenną niż polityka. Potwierdził to dzisiaj Schetyna. - Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Prowadzi wielką firmę. Nie widzę w nim woli, chęci zostania premierem. To jest bardzo trudna praca, on o tym wie i nie sądzę żeby chciał tego się podjąć - ocenił w Radiu Zet.
prot
Czytaj również:













