Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta
Bo nie ma sporu kompetencyjnego. Czyli mamy mały sukces.
W Berlinie odbywają się dzisiaj uroczystości upamiętniające 20. rocznicę upadku muru berlińskiego. Wśród zaproszonych gości znaleźli się m.in. Hillary Clinton, Dmitrij Miedwiediew, Nicolas Sarkozy i Gordon Brown. Polskę reprezentuje Donald Tusk.
Skoro w niemieckich uroczystościach biorą udział także europejscy prezydenci, od razu pojawiły się spekulacje, dlaczego Lech Kaczyński, zamiast brać udział w berlińskich uroczystościach, jest dzisiaj w Nowym Sączu, by tam odebrać honorowe obywatelstwo miasta. Nie dostał zaproszenia?
- Takie było uzgodnienie prezydenta z premierem w trakcie wspólnego wyjazdu do Brukseli - wyjaśniał Paweł Wypych z Kancelarii Prezydenta. - Oczywiście strona niemiecka zapraszała i premiera i prezydenta. Zanim zaproszenie trafiło do Kancelarii Prezydenta ustalono, że to premier Tusk będzie reprezentował Rzeczpospolitą - wytłumaczył minister.
Skoro panowie potrafili się tak łatwo porozumieć, należą się im słowa uznania. Historia nauczyła nas bowiem, by z obawą podchodzić do zagranicznych wojaży najwyższych urzędników państwowych.
Nie ma wątpliwości, że uroczystości rocznicowe bardziej pasują do kompetencji prezydenta niż szefa rządu. Lech Kaczyński miał jednak jeszcze jeden - i to bardzo istotny powód - by nie jechać do Berlina. To Lech Wałęsa, który przewróci pierwszą kostkę ogromnego domina - symbolizującego mur berliński, co ma pokazać, że przemiany, które doprowadziły do obalenia komunizmu w Europie, rozpoczęły się w Polsce. W takiej sytuacji decyzja prezydenta Kaczyńskiego wydaje się oczywista.
zsz













