Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Przesłuchanie Tuska musi być. A najlepiej w konfrontacji z Kamińskim. Polacy to ciemne masy, które, co prawda, nic nie rozumieją z afery hazardowej, ale swoją porcję igrzysk dostać muszą - prawi Eryk Mistewicz.
Eryk Mistewicz naczytał się Goffmana i innych podobnych autorów i komentując postanie nowej komisji nawet nie próbuje ugryźć tematu od innej strony. Wszędzie widzi teatr ogromny. Po co rozpatrywać, kto ma rację, a kto nie i zaśmiecać tym ludziom główki, skoro liczą się igrzyska, emocje, spektakl?
- Tworzy się bardzo ciekawa przestrzeń. 72 proc. Polaków chce takiego spektaklu pomiędzy Mariuszem Kamińskim i Donaldem Tuskiem. Od tysiąca lat ludzie chcą tego samego: igrzysk i spektaklu, który zrozumieją. Bo Realpolitik jest rozumiana przez ekspertów, natomiast dla pozostałej publiki jest spektakl - mówił Mistewicz w TVN24.
Proste? Proste. Ciemne masy nie potrafią wyciągać wniosków z tego, co czytają, więc od spektaklu zależeć też będzie, kogo uznają za dobrego, a kogo - za złego. Bo taki podział - zdaniem eksperta - jest obowiązkowy. Inne warianty nie wchodzą w grę.
- Na początku zawiąże się akcja: okaże się, kto jest dobry, a kto zły. To będzie bardzo istotne. Nie tylko dlatego, że najbardziej oglądane, ale ten pocztę określi nam bohaterów tej sceny. Wbrew pozorom te role jeszcze nie są rozdane. Nie wiadomo, czy Donald Tusk jest tym dobry, który próbuje oczyścić swoją stajnię czy złym. Określą to widzowie po pierwszej odsłonie. Będzie wiadomo, gdzie są emocje ludzi - mówi Mistewicz.
Emocje i spektakl - właśnie dlatego tak, a nie inaczej oceniliśmy pomysł powołania tej komisji. Bezsensowne wydawanie pieniędzy i stwarzanie różnym "aktorom" (krzykaczom) okazji do wypromowania się. Mistewicz również przypomniał, że poprzednie komisje wypromowały parę gwiazd. Im nowsze - tym bardziej krzykliwych. I straszy: - Być może właśnie Bartosz Arłukowicz będzie nowym liderem lewicy.
Racja: poseł Arłukowicz ma wyjątkowe parcie na szkło, ostatnio boimy się, kiedy wyskoczy nam z lodówki. A co ma do powiedzenia? Próbką swoich możliwości uraczył nas podczas debaty. Arłukowicz świetnie nada się do zapewniania igrzysk ciemnemu ludowi.
Skoro już igrzyska są nieuniknione, to trzeba je uatrakcyjnić i - jak wspomniał Mistewicz - przesłuchać Tusk, a najlepiej - doprowadzić do konfrontacji Tuska z Kamińskim. Jaki jest jej sens? Nie zastanawiajmy się. Będzie fajnie: Arłukowicz będzie mógł zadać pytania. A w ogóle, to lud tak chce, choć, oczywiście, niczego z afery nie rozumie.
mar
Czytaj też:
Komisja śledcza jest bez sensu













