Fot. Robert Kowalewski / AG
Paweł Piskorski nie okazał się cudotwórcą, więc politycy Stronnictwa Demokratycznego postanowili się go pozbyć. Pytanie, czy to on nie usunie ich.
Podstawowa kwestia sporna między nimi to mityczny majątek SD. Piskorski chce sprzedać budynki partii, żeby SD miało fundusze na wybory. Problem w tym, że jest kryzys i partia może otrzymać za nie mało pieniędzy, a poza tym część działaczy tam... mieszka.
Starzy politycy Stronnictwa zarzucają Piskorskiemu, że nie liczy się z ich głosem i stara się opanować partię masowo wprowadzając do niej swoich ludzi. - Gdybym wiedział, jak to będzie wyglądało, nigdy bym mu nie proponował przystąpienia do SD - mówi "Gazecie Wyborczej" Krzysztof Góralczyk szef rady naczelnej partii.
Piskorski z SD na razie sporo osiągnął. Partia cieszy się zainteresowaniem mediów, ma najwięcej posłów od prawie 20 lat i dobrego kandydata na prezydenta. To wszystko osiągnięto w pół roku. Z drugiej strony - wg sondaży - partię popiera najwyżej 2 proc. Polaków, a Piskorskim wciąż interesują się organy ścigania, co nie wpływa dobrze na wizerunek SD.
Stronnictwo może pozbyć się Piskorskiego i znów zapaść w polityczny letarg. Może też postawić na reformy Piskorskiego, a majątek przeznaczyć na najbliższe kampanie. To jednak grozi tym, że za parę lat SD zostanie bez pieniędzy i sukcesów. Jest jeszcze trzecie wyjście - być może Piskorski jest już na tyle silny w Stronnictwie, że to on wyrzuci niepokornych działaczy.
prot
Czytaj również:













