Lechowi Kaczyńskiemu czasem chyba trudno odnaleźć się w skomplikowanych sytuacjach. A inni politycy od razu mu to wytykają.
Prezydent ogłaszający żałobę, ale tuż przed nią tańczący wraz z żoną na dożynkach - jest w tym pewna niezręczność. Również to dostrzegamy, choć nie należymy przecież do politycznej konkurencji Lecha Kaczyńskiego.
Wczoraj rano prezydent ogłosił żałobę narodową po tragedii w Wujku Śląskim. Jej początek zapowiedział jednak na poniedziałek, a w niedzielę zdążył jeszcze świętować z rolnikami na dożynkach w Spale.
Najpierw była minuta ciszy dla uczczenia pamięci ofiar z kopalni. Potem prezydent przemawiał: przypomniał rolnikom, że "lata 2005-2007 pokazały, że może być lepiej", pochwalił wieś ("tą część Polski, gdzie mamy najtrwalszą rodzinę, w której jest największe przywiązanie do tradycji") i ruszył z żoną w tany. Na scenie, podczas występów zespołów ludowych.
A już dziś wpisze się do księgi kondolencyjnej.
Pomijając już zwlekanie z ogłoszeniem żałoby (Paweł Wypych tłumaczył, że nie miało to żadnego związku z dożynkami... ), to czy taniec był konieczny?
To pytanie wręcz idealne dla Pawła Piskorskiego - można w mediach wstąpić, wypowiedzieć się, skrytykować: - Dożynki mogłyby się odbyć w trybie bezzabawowym. Uważam to za dużą gafę. To rzecz szalenie niezręczna, niezwykle delikatna sprawa - powiedział Piskorski w TVN24.
mar

















