poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
Dorn zakłada własne królestwo. Zostanie królem?
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Stało się. Ludwik Dorn nie jest już "PiS-owcem na wygnaniu". Stęsknił się za prawdziwą władzą.
Ludwik Dorn podbudowy wczorajszą nagrodą (jeden z ośmiu najlepszych posłów w polskim Sejmie według rankingu "Polityki") udowodnił dzisiaj, że potrafi także zachwycać w mediach. Widać, że bardzo za tym tęsknił.
- Przestałem już być PiS-owcem na wygnaniu. Uważam, że z tej mąki chleba nie będzie. Współczuję moim kolegom i koleżankom z PiS. Ale większych nadziei na wyjście z tego mniejszościowego getta, przed moją byłą partią nie widzę - mówił w Kontrwywiadzie RMF FM Ludwik Dorn.
Kim jest zatem teraz były "trzeci bliźniak"? - Jeżeli przestaje się być wygnańcem, liczącym na to, że się wróci to: albo popada się w bezczynność, ale chwyta się miecz w rękę i szuka się drużyny, by wyrąbać swoje królestwo - wyjaśnia.
Przyszedł ten czas. Dorn będzie miał własne królestwo. Doszedł do wniosku, że jest wystarczająco silnym przywódcą, by pokonać królestwo Jarosława Kaczyńskiego, a może nawet królestwo Donalda Tuska? - Ta jesień jest swego rodzaju okresem założycielskim- tłumaczy tajemniczo, dodając "słowo jest cieniem czynu".
Dziennikarz RMF FM zachwycony. Dopytuje, kto miałby dołączyć do jego drużyny. - Nie udaję się na żadne łowisko i nie zarzucam sieci. Płyńcie rybki, płyńcie - tak się polityki nie robi - zapewnia.
Pewna epoka się skończyła. Niemożliwe stało się możliwe. Ludwik Dorn przestał wierzyć w PiS ("jestem krytyczny wobec mojej byłej partii, ale nikogo kamieniem nie rzucę"). Dorn to polityk z krwi i kości. Nawet będąc na wygnaniu udowodnił, że nigdy nie pracuje na "pół gwizdka". Problem z Dornem jest inny - zawsze chce mieć rację, ma problem ze współpracą z ludźmi. Wydaje się jednak, że z tej mąki może być chleb. Pytanie tylko, czy nie czerstwy.
zsz













