Fot. Sławomir Kamiński / AG
PiS stworzy we wrześniu gabinet cieni, a raczej wyrób cieniopodobny.
- Prace nad nim rozpoczęliśmy wiosną, teraz w przerwie dogrywamy szczegóły - zdradza "Rzeczpospolitej" Mariusz Błaszczak. W rozmowie z znami precyzuje już jednak, że nie będzie to klasyczny gabinet cieni:
Będą to więc raczej komisje cieni. Pomysł chybiony, bo od takich zadań są wewnątrzpartyjne organy. Ciekawe też, czy politykom PiS-u starczy zapału, żeby działać w takich komisjach. Będąc członkiem gabinetu cieni pracuje się na własny rachunek, tutaj zasługi przypisane zostaną zespołowi.
Poza tym klasyczny gabinet cieni dużo lepiej nadaje się do celów PR-owych. Bo "minister gospodarki w gabinecie cieni PiS-u" brzmi poważniej niż "przewodniczący partyjnej komisji ds. gospodarki". Pozwala też wypromować polityków.
Lojalna Opozycja Jej Królewskiej Mości
Gabinety cieni najlepiej funkcjonują w Wielkiej Brytanii. Istnieją tam specyficzne warunki: system dwupartyjny i długa historia demokracji. Gabinet cieni nazywany jest Lojalną Opozycję Jej Królewskiej Mości. Zaś lider opozycji, czyli prepremier, otrzymuje nawet państwową pensję.
Członkowie gabinetu cieni w parlamencie siedzą zazwyczaj naprzeciwko swoich odpowiedników w rządzie i komenują ich wypowiedzi. Mają przy tym pierwszeństwo przed innymi członkami Izby Gmin. To hamuje działalność nadaktywnych, ale i niemerytorycznych posłów - to akurat można by prowadzić w naszym Sejmie.
Prócz tego zajmują się przygotowaniami do przejęcia pracy w ministerstwie w razie wygranych wyborów, więc ich praca nie ogranicza się tylko do krytyki. Czasem współpracują z rządem. W tym kontekście dziwaczny wydaje się pomysł PiS-u, by ich cień gabinetu cieni zajmował się tworzeniem projektów ustaw według programu podyktowanego przez prezesa. Sztuka dla sztuki albo kolejny pretekst do sporó, zważywszy, że PiS nie rządzi, nie ma większości i nie przeforsuje nic bez porozumienia z koalicją (a lutowy program PiS jest sprzeczny z tym, co popiera np. obecny minister finansów). Dlatego również na wyrost wydaje się nazywanie go "prerządem".
Swój gabinet cieni - nazywany kiedyś przez Kazimierza Marcinkiewicza "gabinetem cieniasów" - miała również Platforma Obywatelska, jednak jego działalność nie przyniosła nic konkretnego. Po zdobyciu władzy w 2007 roku, tylko Mirosław Drzewiecki i Ewa Kopacz zostali ministrami tych samych resortów, którymi zajmowali się w gabinecie cieni PO. Wielu natomiast zajęło zupełnie inne stanowiska - Bogdan Zdrojewski był preministrem obrony narodowej, a został ministrem kultury.
prot, mar
Czytaj również:













