Fot. Sławomir Kamiński / AG
Etap drugi powrotu Stronnictwa Demokratycznego do polskiej polityki rozpoczęty. Trwa wyprzedaż majątku - szacowanego nawet na 100 mln zł.
Paweł Piskorski ma jeden cel - wprowadzić polityków SD do parlamentu w najbliższych wyborach parlamentarnych. Po cichu liczy też na Andrzeja Olechowskiego jako prezydenta.
W realizacji tego celu pomogą... pieniądze. W prasie ukazały się wczoraj ogłoszenia o sprzedaży ośmiu nieruchomości w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Szczecinie, Elblągu, Bielsku-Białej i Jeleniej Górze należących do SD. Piskorski liczy, że ze sprzedaży budynków - często bardzo atrakcyjnych - partia dostanie kilkadziesiąt milionów złotych.
Wartość udziałów SD w jednej tylko warszawskiej kamienicy na Chmielnej szacuje się na ok. 30-35 mln zł. Pałacyk w Krakowie wyceniany jest na 15-17 mln zł. W Szczecinie poniemiecka willa warta jest ok. 1,7 mln zł. We Wrocławiu SD chce sprzedać zabytkową kamienicę znajdującą się obok Opery Dolnośląskiej. Nieoficjalnie cały majątek SD szacowany jest na ok. 100 mln zł.
SD liczy, że pieniądze uzyskane ze sprzedaży nieruchomości pozwolą sfinansować najbliższe trzy kampanie wyborcze: samorządową, prezydencką i parlamentarną. Jeśli w przyszłości SD chciałoby otrzymywać dotacje z budżetu to zgodnie z ustawą o finansowaniu partii politycznych nie może prowadzić działalności gospodarczej. Do tej pory SD utrzymuje się głównie z wynajmu swoich nieruchomości.
Piskorski mówi "Gazecie Wyborczej", że zaproponowane ceny za budynki mogą być niesatysfakcjonujące. Wówczas nieruchomości mogłaby kupić ... partyjna fundacja. Problem w tym, że nie wiadomo skąd na to miałaby pieniądze.
SD szuka koalicji?
Pieniądze to jednak nie wszystko. Piskorski pracuje równocześnie nad przyciągnięciem znanych nazwisk do swojej partii. Tydzień temu szefem rady programowej SD został Andrzej Olechowski, który wystąpił kilka dni wcześniej z PO. Piskorski przekonał do siebie także kilku znaczących polityków Partii Demokratycznej. Wciąż zachęca do współpracy polityków Centrolewicy Dariusza Rosatiego i Marka Borowskiego. Szef SD powiedział "Gazecie Wyborczej", że w przyszłorocznych wyborach niewykluczone są wspólne listy z innymi środowiskami.
Widać, że Piskorski nie działa chaotycznie. Czy jego plan już martwi starych kolegów z PO?
zsz













