Fot. Aleksander Prugar / AG
Kazimierz "Doda" Marcinkiewicz nie potrafi wytrzymać bez narzucania Polakom swojej osoby. Jednocześnie skarży się, że przez media nie może "normalnie żyć". Dziecięca naiwność czy schizofrenia?
Marcinkiewicz uważa, że po akcji "Cała Polska szuka pracy dla premiera" stał się tak wybitnym ekonomistą, iż dziennikarze oskarżają go o spekulacje finansowe. To nie żart.
B. premier podchwycił pytania dziennikarzy z zeszłego tygodnia jako kolejną okazję do przypomnienia, że pracuje. Bank Goldman Sachs, który zatrudnił Marcinkiewicza, przyznał, że zarobił 8 proc. na spekulacji walutą, dlatego dziennikarze pytali o to b. premiera w wywiadach w zeszłym tygodniu.
W odpowiedzi Marcinkiewicz zamieścił nas blogu rozdzierający list do "Do Pani Redaktor Moniki Olejnik i innych dziennikarzy": "A jestem bez winy i nigdy w żaden sposób, doradzając różnym instytucjom finansowym, w tym bankowi Goldman Sachs, nie działałem na szkodę Polski. Nigdy."
Musiał też, rzecz jasna, pojawić się wątek "życia prywatnego" (zachowujemy pisownię oryginalną): "(...) Nigdy nie uzgadniałem z mediami działań dotyczących ujawniania mojego prywatnego życia, nigdy nie ustawiałem zdjęć z SE i nie wiedziałem, że jestem nagrywany w Londyńskim studio przez TVN24, bo uciekam /także dosłownie/ od fleszy i kamer nie dających mi normalnie żyć."

Jasne. "Uciekam od kamer". Również w weekend Marcinkiewicz uciekał przed kamerami TVN24 razem z Isabel. Isabel też ucieka przed serwowaniem nam swojej twórczości na blogu Marcinkiewicza:
"Na koniec konkluzja się pojawia: że to wszystko żenada...
Jeśli więc wszyscy to żenadą nazywają
To, czemu komentują, gazety, czy TV oglądają?
Wybór prosty nieskomplikowany. Na raz dwa trzy
Odbiorniki wyłączamy.
Morał z tego taki: M i M sobie zawadzają
A koniec będzie taki że oba M przetrwają:)
Dear Isabel, ludzie oglądają różne gwiazdy, np. Jolę Rutowicz - media o niej piszą i komentują jej popisy. Ona też przetrwa. W doborowym towarzystwie.
mar
Czytaj też:













