poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
Jest kryzys. Jest pole do popisu dla polityków
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Walka z kryzysem to obecnie największe wyzwanie dla polskich polityków. Kto bardziej przemówi do opinii publicznej, może zyskać bardzo dużo. Porównujemy polityczne recepty na kryzys.
Plan stabilności i rozwoju, Pakiet działań antykryzysowych, drużyna antykryzysowa - największe partie polityczne mają swoje własne pomysły na światową recesję. Przerzucają się nawzajem hasłami na konferencjach prasowych. Do opinii publicznej dochodzi jedynie jeden sygnał - mamy kryzys i my wiemy, a oni nie wiedzą, jak sobie z nim radzić.
Zaczęło się jesienią. Największe światowe instytucje finansowe plajtowały lub korzystały z sowitych pożyczek rządowych. Stany Zjednoczone i większość krajów zachodnioeuropejskich miały już przygotowane pakiety stymulacyjne, pompując w gospodarkę miliardy dolarów. W końcu i polscy politycy dostrzegli, że kryzys się zbliża i ... można coś na nim ugryźć. Pierwszy był prezydent Lech Kaczyński. - Z dnia na dzień jest gorzej. Nie można przewidzieć, w którym momencie ten kryzys sięgnie naszego kraju, ale sięgnie - mówił już na początku października. Rząd uspokajał, a PO krytykowała prezydenta za sianie paniki. W sukurs prezydentowi przyszli jednak politycy PiS. Od tej pory kryzys stał się słowem magicznym.
Plan pierwszy - nie będzie tak źle
30 listopada rząd Donalda Tuska zaprezentował "Plan stabilności i rozwoju" - czyli projekt rządowych działań, by zmniejszyć skutki planowanego spowolnienia gospodarczego z powodu światowego kryzysu gospodarczego. Główne założenia? Deficyt budżetowy ma się nie zwiększyć (w ustawie budżetowej założony jest na 18,2 mld zł) oraz, że w ciągu najbliższych dwóch lat polską gospodarkę zasili 91,3 mld zł.
W rządowym pakiecie sporo jest też ogólnikowych haseł w stylu: przyspieszenie inwestycji z funduszy UE (rząd szacuje je na 16,8 mld zł), inwestycje w odnawialne energie i telekomunikację. Rząd utworzył także tzw. "Rezerwę Solidarności Społecznej", która ma dysponować kwotą 1,14 mld zł.
W praktyce zapowiedzi te oznaczają przygotowanie konkretnych inicjatyw legislacyjnych. Wbrew początkowym zapowiedziom, nie udało się zakończyć tego procesu do końca roku. Ogólne przesłanie planu gospodarczego koalicji PO-PSL brzmi: Nie jest dobrze, ale nie jest też źle. Tylko ostatnie tygodnie pokazują jednak, że może być dużo gorzej, niż lepiej. Spektakularne szukanie oszczędności w resortach, byle utrzymać planowany deficyt budżetowy, może nie wystarczyć. Do rządu jakby dotarło, że Polska nie będzie wyspą prosperity na rozszalałym morzu kryzysu.
Plan drugi - będzie dużo gorzej
- Kryzys gospodarczy spowoduje, że Polacy odwrócą się od PO i zaczną popierać PiS - mówił już po ogłoszeniu rządowego planu Adam Bielan. PiS i prezydent Lech Kaczyński wraz z nowym rokiem przepuścili zmasowany atak na rządową walkę z kryzysem. Kto wie, czy obserwowalibyśmy zmianę wizerunkową PiS, gdyby nie kryzys?
Bezpośrednią odpowiedzią na "Plan stabilności i rozwoju" jest "Pakiet działań antykryzysowych", przygotowany pod kierownictwem Aleksandry Natalii-Świat, promowanej na nową twarz PiS-u. Trzeba przyznać, że o ile liczący 16 stron rządowy plan jest dość nudną i schematyczną ekonomiczną wyliczanką, o tyle PiS-owski 34-stronicowy projekt dostarcza czytelnikowi kilka prawdziwych kwiatków w stylu "PO stosowała totalną opozycję". Cały projekt był pisany ewidentnie pod kątem tępienia rządowych pomysłów. Zresztą cała pierwsza część dokumentu (12 stron) to nic innego jak krytyka planu stabilności.
Najgłośniejsze założenie pakietu antykryzysowego PiS-u to wzrost deficytu budżetowego do poziomu 25 mld zł. PiS postuluje - podobnie jak rząd - większe wydatki na inwestycje, bardziej efektywne niż dotąd wykorzystanie środków unijnych oraz wsparcie przedsiębiorczości. Różnią się w szczegółach. PiS powraca do swojego sztandarowego postulatu solidarności społecznej (trochę zawłaszczonego w ostatnim czasie przez PO). Z konkretów proponuje wsparcie sektora mieszkaniowego m.in. poprzez gwarantowanie przez Skarb Państwa części wkładu własnego potrzebnego na zakup mieszkania oraz obniżkę podatku VAT na żywność z 7 do 6 proc.
Podobnie jak w rządowym pakiecie, są to tylko hasła, choć mogą dobrze wbić się do świadomości społecznej. Zwłaszcza, że PiS umie te hasła sprzedać oraz ma dość spójną i dobrze zaplanowaną strategię medialną w sprawie informacji o kryzysie.
Plan trzeci - nie ma planu
Polityczną wojenkę PO i PiS na pakiety antykryzysowe obserwuje jakby z boku SLD. Ale i politycy Sojuszu zapowiadają od jakiegoś czasu, że pracują nad własnym programem na czas kryzysu gospodarczego.
- Jesteśmy w trakcie składania drużyny antykryzysowej. W przeciwieństwie do PiS, nasz program ma być dobrze przygotowany, a nasza drużyna ma to gwarantować - mówi nam Tomasz Kalita. Rzecznik SLD zapowiada, że przygotowania do stworzenia owej drużyny koordynuje Grzegorz Napieralski i Jerzy Szmajdziński. Najpewniej w przeciągu jednego, dwóch tygodni, SLD ujawni, kto znajdzie się w tej "drużynie", mającej przygotować lewicowy projekt działań antykryzysowych.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, w gronie osób, które mają przygotować plan jest m.in. Grzegorz Kołodko, ale rozmowy trwają i z innymi ministrami finansów w rządzie SLD. Zapowiedzi, a nie konkretne propozycje w sprawie walki z kryzysem, dobrze obrazują obecną sytuację lewicy w Polsce. Grzegorz Napieralski często wypowiada się na konferencjach prasowych, mówiąc że rząd i PiS mają fatalne pomysły na kryzys, choć sam niczego w zamian nie zaproponował. Jakby nie zdawał sobie sprawy, że to właśnie teraz jest idealny czas na odrodzenie się lewicy w Polsce.
Kryzys już jest?
W ubiegłym tygodniu Donal Tusk poinformował, że według pesymistycznego scenariusza dla polskiej gospodarki w 2009 r., wzrost PKB wyniesie 1,7 proc., a nie jak planowano 3,7 proc. Skoro budżet w 2009 r. może wyglądać inaczej, niż zaplanowano, a przychody mogą być wyraźnie mniejsze, to rząd zaczął szukać sposobów na ograniczenie wydatków. Wczoraj ogłosił oszczędności na sumę 19,7 mld zł.
Zwykli obywatele już odczuwają skutki światowej recesji - większe bezrobocie, mniejsze zarobki. Jeśli Polska dużo gorzej poradzi sobie z kryzysem, może czekać nas prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi. Polacy - zniechęceni i dotknięci przez spowolnienie gospodarcze - mogą odwrócić się od swojej dotychczasowej partii. Nie ma potrzeby roztaczania wizji społecznych protestów, które już dziś obserwujemy w krajach bałtyckich. Ale jedno jest pewne - polskie partie polityczne stoją przed wielkim wyzwaniem. I mogą na tym bardzo wiele zyskać, ale też dużo stracić.
Zuzanna Szybisty
Czytaj:













