poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
5 powodów, dla których Tusk nie odwoła Klicha
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Wszyscy spekulują, kiedy premier zdymisjonuje Bogdana Klicha, ale minister trzyma się mocno. Donald Tusk ma kilka powodów, żeby go nie odwoływać. My wymieniamy pięć najważniejszych.
1. Bo będzie problem ze znalezieniem następcy
Po dymisji Ćwiąkalskiego okazało się, że PO ma bardzo krótką ławkę rezerwowych. W przypadku ministra sprawiedliwości musiała sięgać po polityka z drugiego rzędu, którego kwalifikacje budziły wątpliwości. Trudno będzie więc tej partii znaleźć następcę Klicha. Zwłaszcza, że Tusk będzie chciał obsadzić jego stanowisko osobą, która nie ma ambicji politycznych, co ogranicza możliwość wyboru.
2. Bo zjazd NATO w Krakowie
W lutym w Krakowie ma się odbyć nieformalna konferencja ministrów obrony państw NATO. Niezręcznie by było, gdyby na dwa tygodnie przed spotkaniem zmienił się szef MON-u. Nowy minister miałby mało czasu, żeby przygotować się merytorycznie do konferencji, jeśli w ogóle Tuskowi udałoby się znaleźć następcę Klicha.
3. Bo opozycja na tym zyska
Zmiana w rządzie to doskonały pretekst dla opozycji, żeby go atakować. PiS i SLD mogą mówić, że skoro odchodzi kolejny minister, to znaczy, że z rządem jest źle. Zyskałby na tym głównie PiS, który teraz przeprowadza ofensywę wizerunkową i mógłby dobrze wykorzystać tę dymisję. Zwłaszcza, że partia ta od pewnego czasu atakuje Klicha za niewykonanie zeszłorocznego budżetu.
4. Bo to by źle wyglądało
Druga dymisja w rządzie w ciągu jednego miesiąca to dobry sposób, żeby stracić trochę poparcia. Zmiany w Radzie Ministrów zazwyczaj postrzegane są źle przez elektorat chyba, że odchodzi jakiś nielubiany minister. Klich do takich jednak nie należy. Tusk musi się teraz liczyć z każdym sondażowym procentem, bo poparcie dla jego rządu będzie miało odbicie w wyniku przyszłych wyborów prezydenckich. Dlatego dwa razy się zastanowi, zanim zdymisjonuje Klicha.
5. Bo Klich może sam zrezygnować
Cięcie wydatków MON-u bardzo nie podoba się Klichowi. W weekend na spotkaniu z premierem musiał trzy godziny bronić budżetu ministerstwa. Do tego PiS grozi mu Trybunałem Stanu za niewykonanie zeszłorocznego budżetu, a media rozdmuchały sprawę prowadzonego przez jego żonę instytutu, który ponoć miał być finansowany z państwowych funduszy. Wszystko to może sprawić, że Klich powie "dość" i sam zrezygnuje. Raczej nie jest przywiązany do swojego stanowiska, a sam lepiej by się pewnie czuł, gdyby wrócił do europarlamentu.
prot
Czytaj również:













