Fot. Agencja Gazeta
Palikot zapowiada zmianę ustawy o lobbingu. Niepotrzebnie. Ustawa może spokojnie wylądować w koszu, a na jej miejsce - wzorem europejskich standardów - wystarczy wprowadzić rejestr podmiotów zajmujących się de facto lobbingiem.
Ustawa o lobbingu, która powstała w wyniku zapotrzebowania politycznego, miała regulować szarą strefę wywierania wpływu na ustawodawców. Nic z tego. Politycy nadal boją się jak ognia wszystkiego, co kojarzy się z lobbingiem, a rzeczywiści lobbyści działają po cichu.
O zmianie ustawy o lobbingu zaczeto mówić po tym, jak okazało się, że projekt nowelizacji ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji napisali pracownicy Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD) zrzeszającej wielkie sieci handlowe, takie jak Tesco, Auchan czy Carrefour. Komisja Przyjazne Państwo przystała na ich propozycje, które były na rękę dużym sklepom. Później posłowie tłumaczyli się, że nie wiedzieli, iż eksperci komisji są jednocześnie pracownikami hipermarketów.
Dla Polaków lobbysta=Dochnal
"Ustawa o lobbingu w procesie stanowienia prawa" weszła w życie w 2006 r. w pakiecie ustaw antykorupcyjnych. To, że była przygotowywana razem z innymi ustawami antykorupcyjnymi, pokazuje, jak w Polsce postrzega się lobbing. Przez trzy lata niewiele się zmieniło.
- Lobbing w Polsce traktuje się jak coś złego, bliskiego korupcji. Badania CBOS potwierdzają, że opinia publiczna kojarzy lobbing wyłącznie z aferami - uważa dr Małgorzata Molęda-Zdziech z SGH, autorka licznych publikacji na temat lobbingu. - W Polsce mówi się, że jak lobbysta, to musi być skandal - mówi nam jeden z przedstawicieli branży lobbystycznej, który chce pozostać anonimowy. Anonimowość i dyskrecja to jedna z cech polskich lobbystów. Nic dziwnego, skoro przeciętnemu Polakowi lobbing kojarzy się z Markiem Dochnalem i aferą Rywina.
Ciekawie na tle opinii ekspertów wypadają wyniki dużego sondażu, jaki przeprowadzono w ubiegłym roku wśród parlamentarzystów w ramach Programu Przeciw Korupcji Fundacji Batorego. Zdecydowanej większości polityków, lobbing wcale nie kojarzy się z czymś złym, a wręcz przeciwnie. Skąd te rozbieżności?
W teorii lobbing jest pożyteczny
Zgodnie z ustawą z 2006 r., poprzez lobbing rozumie się wszelkie działania, polegające na wywarciu wpływu na organy władzy i mające związek z procesem stanowienia prawa. Właściwie jedyną przewidzianą w ustawie formą prowadzenia lobbingu jest zawodowa działalność lobbingowa, przez którą rozumie się "działalność zarobkową, prowadzoną na rzecz osób trzecich, w celu uwzględnienia w procesie stanowienia prawa interesów tych osób".
Ustawa wprowadza także obowiązek rejestru zawodowych lobbystów i ich klientów oraz publikowanie projektów ustaw i rozporządzeń już na etapie uzgodnień między ministrami. Ogłoszenie takich informacji jest podstawą do zgłaszania się wszystkich zainteresowanych (zarówno zwykłych obywateli, jak i lobbystów) do udziału w pracach legislacyjnych. Proponowane rozwiązania zainteresowani mogą zgłaszać podczas tzw. publicznego wysłuchania.
Ustawa miała uregulować kontakty polityków z lobbystami. Mogłoby się wydawać, że rzeczywiście jest dużo lepiej niż jeszcze trzy lata temu. Aż 75 proc. badanych przez Fundację Batorego parlamentarzystów wskazało, że lobbing to działalność, która sprawia, że politycy są lepiej poinformowani o danej sprawie. Zaledwie co piąty uważa, że lobbing ma na celu kupienie głosu danego polityka.
Tyle teoria.
Ale w praktyce...
pokazuje, że opinie polityków o lobbystach nijak mają się do rzeczywistych relacji z nimi. - Politycy śmiertelnie się nas boją - twierdzi nasz rozmówca z branży lobbystycznej. Skąd te rozbieżności? - To ogólny problem z wszelkimi badaniami. Co innego ludzie deklarują, a inaczej się zachowują - tłumaczy dr Molęda-Zdziech. Choć dodaje, że i tak dużo się zmieniło w podejściu polityków.
Ich opinia o lobbingu się zmienia, ale głównie na zasadzie deklaracji
- tłumaczy.
Zdaniem Marka Wikińskiego, od 12 lat posła SLD, b. sekretarza stanu w rządzie Leszka Millera i Marka Belki, lobbing jako zjawisko jest czymś pozytywnym, ponieważ pozwala zapoznać się ze stanowiskiem przeciwstawnych grup interesów. Praktyka wygląda jednak gorzej. Według naszego rozmówcy z branży lobbystycznej, główny problem w kontaktach z politykami to "obostrzenia w komunikacji". Poseł Wikiński jest podobnego zdania.
- Skontaktował się kiedyś ze mną kolega ze studiów. Umówiliśmy się w kawiarni na spotkanie. Chwilę wspominaliśmy stare czasy, a po jakimś czasie wyjął on czerwoną plakietkę, że jest lobbystą. Szok. Musiałem załatwić, że to ja za wszystko płacę, złożyć raport ,po co się z nim spotkałem i na jakie tematy rozmawialiśmy - wspomina Wikiński. Według polityka, przepisy o lobbingu są bardzo restrykcyjne, a co więcej nie dotyczą większości grup, zajmujących się de facto lobbingiem, takich jak organizacje pozarządowe czy związki zawodowe.
Wyspecjalizowanych firm doradczych (typu government relations, public affairs) oficjalnie zajmujących się lobbingiem jest w Polsce kilkanaście, choć w MSWiA zarejestrowanych jest aż 131 podmiotów zajmujących się zawodową działalnością lobbingową. Ponadto w Sejmie zarejestrowanych jest osiemnastu zawodowych lobbystów, którzy mają stały dostęp do korytarzy sejmowych. Charakteryzują się tym, że muszą nosić czerwone kartki na szyi, które już z daleko krzyczą: Uważaj, jestem lobbystą. Choć - według mniej życzliwych - to osoby, które raczej chciałyby za lobbystów uchodzić, niż osoby mające rzeczywisty wpływ na kształt stanowionego prawa.

Kolejny problem praktyczny, na który zwracają uwagę eksperci, to zapis o tzw. wysłuchaniu publicznym, który jest często przez polityków i urzędników ministerialnych łamany. A wysłuchanie to często jedyna okazja dla organizacji czy instytucji mających słabsze kontakty z politykami, by przedstawić swoje racje. Stąd w Polsce panuje opinia, że lobbysta to po prostu człowiek, który może dużo załatwić, ponieważ zna kogo trzeba.
Case studies: "1 procent"
Przykład udanej akcji lobbingowej w Polsce? Regulacja tzw. "jednego procenta", czyli przekazywania 1 proc. podatku dochodowego na rzecz organizacji pożytku publicznego. W 2004 r. weszła w życie ustawa o wolontariacie, na mocy której podatnik płacący podatek dochodowy od osób fizycznych mógł przeznaczyć 1 proc. swojego należnego podatku na rzecz wybranej przez siebie organizacji pożytku publicznego. To był wówczas jeden z większych sukcesów polskich organizacji pozarządowych.
Akcja nie mogła się jednak cieszyć zbyt dużym powodzeniem ze względu na skomplikowany sposób przekazywania 1 proc. - podatnik najpierw musiał osobiście dokonać przelewu na rzecz wybranej przez siebie OPP, a następnie odliczyć tę kwotę w swoim rozliczeniu rocznym. Od 2007 r. jest już dużo łatwiej - na wniosek podatnika naczelnik urzędu skarbowego przekazuje wyrażony w zeznaniu rocznym 1 proc. na konto bankowe wybranej organizacji.
- Ich siłą było to, że działały razem - ocenia sukces polskich organizacji pozarządowych dr Molęda-Zdziech. - Gdyby nie działały wspólnie, nie byłoby możliwe usprawnienie tych regulacji.
Niestety, to nie wspólna akcja organizacji pozarządowych kojarzy się w Polsce z lobbingiem. Być może, gdyby tak było, postrzeganie lobbingu byłoby zupełnie inne, a to przekładałoby się na efektywniejsze stanowienie prawa. Bo zdaniem ekspertów, największym przeciwnikiem lobbingu w Polsce jest on sam.
Zmianę regulacji lobbingu w Polsce należałoby zacząć od zmiany wizerunku samego lobbingu, uważa dr Małgorzata Molęda-Zdziech. - Lobbing jest elementem systemu demokratycznego, stąd jest niezbędny - podkreśla. Podobnego zdania są lobbyści. - Każdy konstytucyjnie ma możliwość wygłaszania swojego zdania i wyrażania swojego stanowiska. Chodzi tu o prowadzenie rzetelnej debaty - wyjaśnia założenia lobbingu nasz rozmówca.
Wszyscy nasi rozmówcy są przekonani, że obowiązujące przepisy o lobbingu należy zmienić. Zdaniem dr Małgorzaty Molędy-Zdziech, zamiast ustawy w obecnym kształcie lepszym rozwiązaniem w Polsce byłoby wprowadzenie rejestru wszystkich podmiotów zajmujących się lobbingiem, tak jak to jest np. w Parlamencie Europejskim i na forum Komisji Europejskiej. - Taki rejestr ułatwia sprawną współpracę urzędników i lobbystów, którzy często dostarczają cennych informacji i wiedzy, niezbędnych do stworzenie optymalnych regulacji. Chodzi o to, by pochodziły z różnych źródeł i stron - tłumaczy Molęda-Zdziech. W praktyce wygląda to tak, że gdy przygotowywane są zmiany przepisów unijnych, na konsultacje zapraszani są wszyscy potencjalnie zainteresowani tymi zmianami.
Tymczasem zdaniem przedstawiciela lobbystów, największym problemem obecnych regulacji lobbingu w Polsce jest brak informacji. - Zmiany powinno się zacząć od ustawy o dostępie do informacji publicznej, a dopiero później zająć się ustawą o lobbingu. O ile w parlamencie jeszcze coś tam wiadomo, co się dzieje, o tyle w resortach nikt nie wie, co się dzieje - tłumaczy.
Poseł Janusz Palikot apelował na łamach naszego portalu o przesyłanie propozycji zmian do ustawy o lobbingu. Może zacząć od powyższych uwag.
Zuzanna Szybisty
Czytaj też:













