poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
PO buduje własny think tank. Ma nadawać kierunek
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
- Tylko dobrze zaplanowana strategia buduje długowieczność partii - kulisy powołania partyjnego think tanku PO zdradza nam Rafał Grupiński, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera. Platforma liczy na sukces, choć eksperci z dystansem podchodzą do pomysłu partii rządzącej.
W listopadzie Rada Krajowa PO podjęła uchwałę o powołaniu Instytutu Obywatelskiego. Politycy Platformy zapowiadają, że Instytut będzie stałym zapleczem intelektualnym i eksperckim partii. - Musimy przygotować partię zawodową, dobrze zorganizowaną - tak Grzegorz Schetyna tłumaczył pomysł jego powołania.
Politycy PO określają Instytut Obywatelski jako partyjny think tank. Tego typu instytucje pojawiły się w latach 40. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych. Początkowo pracowali w nich eksperci militarni, którzy doradzali amerykańskim władzom w dziedzinie obronności. Obecnie w think tankach stykają się różne światy: zarówno czynnych, jak i emerytowanych polityków, a także ambitnych, młodych ludzi oraz lobbystów.
Zaplecze eksperckie czy poczekalnia partyjna?
PO jako pierwsza polska partia próbuje zinstytucjonalizować coś, co na zachodniej scenie politycznej istnieje od dawna. - Tworzenie eksperckiego zaplecza dla partii jest dobre - mówi w rozmowie z Politbiurem dr Jacek Kucharczyk z Instytutu Spraw Publicznych. Dyrektor programowy ISP mówi, że można to zrobić na dwa sposoby. Albo założyć własny partyjny think-tank, albo bardziej zinstytucjonalizować współpracę z niezależnymi ośrodkami badawczo-eksperckimi.
- Rozsądniejszym rozwiązaniem byłoby stworzenie funduszu eksperckiego. Partie powinny być zobligowane do wykorzystania środków przeznaczonych na ten fundusz, ale również powinny podlegać kontroli, na co dokładnie wydali te pieniądze - wyjaśnia. Platforma skłoniła się jednak do pierwszego rozwiązania. Rafał Grupiński wyjaśnia, że wynika to ze specyfiki polskiego prawa, który pozwala na finansowanie ekspertyz przygotowanych jedynie przez organizacje stricte partyjnych.
Kucharczyk tłumaczy, że partyjne think-tanki mogłyby przyczynić się do tego, że polska polityka stanie się mniej tabloidowa. Choć do samego pomysłu Platformy podchodzi z dystansem. - Idea nie jest zła, ale mam duże wątpliwości, jak będzie realizowana. Obawiam się, że w polskiej kulturze politycznej taki partyjny instytut może stać się poczekalnią dla polityków albo zapleczem, gdzie można zatrudnić zasłużonych działaczy. Co gorsza, może być także miejscem, gdzie jakiś polityk odsyła swojego konkurenta na kanapę - tłumaczy.
Przykład zza zachodniej granicy
Partyjne instytucje eksperckie doskonale sprawdzają się w Niemczech. Fundacja Konrada Adenauera czy Fundacja im. Friedricha Naumanna to duże instytucje związane z poszczególnymi partiami. - Głównym celem fundacji jest prowadzona na poziomie narodowym i międzynarodowym edukacja polityczna - tłumaczy Hanna Dmochowska z polskiego biura fundacji Adenauera.
Politycznie i światopoglądowo fundacja ta związana jest z niemiecką CDU. - Działamy niezależnie, ale w jednym środowisku chrześcijańsko-demokratycznym - wyjaśnia Dmochowska. W Niemczech pieniądze na działalność fundacji politycznych pochodzą bezpośrednio z budżetu Bundestagu. Wysokość tych dotacji określa liczba miejsc w Bundestagu przypadająca na poszczególne partie. - Chodzi o odzwierciedlenie politycznych preferencji i potrzeb społecznych - wyjaśnia Dmochowska.
Instytut Obywatelski w pierwszym etapie ma być instytucją wspierającą jedynie partię. PO nie wyklucza jednak w przyszłości powołania zewnętrznej instytucji, która mogłaby zajmować się większymi projektami. Ale na to potrzebne są większe pieniądze i prywatni donatorzy.
Dobre geny partii
O tym, czym będzie Instytut Obywatelski mówi nam Rafał Grupiński - jeden z najbliższych ludzi Donalda Tuska, odpowiadający w Kancelarii Premiera za ważny departament programowy.
Politbiuro: Koordynuje Pan pracami nad powołaniem Instytutu Obywatelskiego. Skąd pomysł utworzenia tego rodzaju partyjnej instytucji?
Rafał Grupiński: Dyskutowaliśmy o tym już od dawna. Proszę zauważyć, że instytucje, które powoływaliśmy wcześniej - w rodzaju grup eksperckich przed wyborami parlamentarnymi w 2005 roku czy gabinetu cieni Jana Rokity - miały na celu skupianie ludzi wokół konkretnych zadań. Mam nadzieję, że Instytut stanie się w pewnym sensie motorem napędowym programowania naszych przyszłych zamierzeń.
Popełnilibyśmy bardzo duży grzech zaniechania, gdybyśmy tego instytutu nie powołali. Platforma ma w tej chwili władzę na każdym poziomie. Dzisiaj tworzymy rząd razem z PSL, obok tego mamy władzę praktycznie w piętnastu z szesnastu regionów Polski, rządzimy także w wielu miastach i powiatach... Aby z tak rozległej władzy mądrze korzystać, wsparcie instytutowe może okazać się bardzo użyteczne.
Oczywiście nie przeceniałbym roli instytutu z punktu widzenia bieżącej polityki. Na końcu często decyduje pewna pragmatyka polityczna i konieczność podejmowania takich, a nie innych, szybkich decyzji. Ale z punktu widzenia długofalowej strategii rola tego instytutu będzie spora. Instytut powinien starać się korzystnie oddziaływać na sposób działania partii i starać się, aby głowa takiego organizmu, jakim jest partia, pracowała dobrze i skutecznie.
Kiedy zakończy się powoływanie Instytutu, a zacznie jego rzeczywista praca?
Instytut jest jeszcze w trakcie budowy. Koncepcja jest gotowa, następnym etapem jest decyzja władz krajowych o kształcie Rady Instytutu. Mam nadzieję, że uda się nam ten proces zamknąć na początku stycznia. Rada nie będzie duża - liczyć będzie od pięciu do siedmiu osób. W istocie winna ona mieć charakter strategiczno-polityczny, a nie stricte naukowy. Trzon Instytutu będzie stanowił stały zespół współpracowników. To w nim widzę ekspertów, naukowców, specjalistów różnych dziedzin.
W gronie współpracowników będą ludzie powiązani z Platformą czy niezależni eksperci?
Zarówno eksperci związani z partią, jak i niezależni. Jedną grupę konsultantów będą stanowić na pewno głównie ludzie młodzi, po doktoratach albo w trakcie ich przeprowadzania - ludzie związani bliżej z naszym poglądem na świat. Większość z nich zapewne nie będzie członkami PO, ale będą to osoby bliskie nam światopoglądowo. Chcemy wykorzystać ich wiedzę do rzeczy bieżących. Kolejny krąg to indywidualni, niezależni współpracownicy - osoby, u których chcielibyśmy zamawiać ekspertyzy, analizy, prognozy - ludzie, z którymi chcielibyśmy prowadzić dyskusje. W tym przypadku będziemy kierować się tylko i wyłącznie oceną ich kompetencji. Nie zamierzamy nikogo oceniać według wyznawanych przezeń poglądów politycznych.
Dlaczego akurat Pan zajmuje się powołaniem partyjnego think-tanku? Czy to dlatego, że uchodzi Pan za jednego z głównych strategów Platformy?
Od czasu, kiedy zająłem się polityką, czyli od roku 1990, nieustająco zajmuję się programem. Najpierw programem KLD, później jednoczącej się Unii Wolności i wreszcie Platformy Obywatelskiej. Programem w PO zajmuję się od czasu, gdy po pewnej przerwie wróciłem do polityki. Staram się zajmować strategią, gdyż jestem przekonany, że to ona buduje prawdziwą trwałość czy - mówiąc inaczej - długowieczność partii. Daje dobre geny, by partia mogła długo żyć.
Platforma planuje instytucjonalne uregulowania kwestii partyjnych instytucji badawczych? W Niemczech fundacje polityczne związane z poszczególnymi partiami otrzymują dotacje bezpośrednio z Bundestagu.
Jesteśmy dosyć ograniczeni prawnie w tej kwestii. To był nasz kłopot od początku. Chcieliśmy najpierw powołać fundację przy Platformie. W polskim prawie głównym problemem jest jednak finansowanie. Możemy pieniądze na ekspertyzy przeznaczać jedynie na instytucje stricte partyjne, nie możemy przekazywać ich na zewnątrz. Nasze prawo jest pod tym względem dosyć restrykcyjne. Wobec tego musieliśmy się zdecydować na taką instytucję jak partyjny think tank.
Jak zatem będzie finansowany Instytut Obywatelski?
Ze środków własnych partii. Jakiego rzędu będą to kwoty nie mogę w tej chwili powiedzieć, bo to są decyzje władz krajowych. Natomiast z samej ustawy o partiach politycznych wynika, że środki na kwestie eksperckie mogą być wydawane w znacznym stopniu - nawet do 15 proc. otrzymywanej subwencji.
Czy partyjne think tanki staną się w przyszłości pewnym standardem w Polsce?
Mam taką nadzieję. W Polsce musimy się jeszcze dużo nauczyć. Mamy bardzo wiele ciekawych przykładów tego typu instytucji pracujących obecnie dla naszych bliźniaczych partii w EPP w Parlamencie Europejskim. Mamy zamiar skorzystać z tych doświadczeń. Ponawiązywać kontakty i powymieniać doświadczenia - dobre rzeczy naśladować, słabe ominąć.
Jakie będzie pierwsze zadanie Instytutu?
Stworzenie bazy eksperckiej. Chcemy dotrzeć do kompetentnych, znaczących osobowości ze środowisk naukowych oraz do naszych wartościowych ludzi z regionów. To jest konieczne, by dziś móc mądrze planować działania, a jutro podejmować trafne decyzje.
Zuzanna Szybisty
Zobacz:
Z cyklu PolitCienie: Rafał Grupiński - minister ds. podszeptów













