poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
Nie przyszli na komisje, bo mieli ważniejsze sprawy
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Przedłużające się głosowania w Sejmie nad powołaniem Rzecznika Praw Dziecka doprowadziły do tego, że część posiedzeń sejmowych komisji odwołano, inne rozpoczęły się z ponad 40 minutowym opóźnieniem. Część posłów złożyła więc tylko podpis pod listą obecności i... sobie poszła.
Na godziny poranne zaplanowano posiedzenia aż sześciu komisji. Nie odbyło się posiedzenie komisji etyki poselskiej, na którym posłowie mieli zadecydować o ukaraniu Janusza Palikota z PO za wypowiedzi o PiS. Powód? Nie przyszedł żaden poseł, bo wszyscy siedzieli na sali sejmowej i debatowali nad wyborem Rzecznika Praw Dziecka. Pozostałe zaczęły się z dużym ok. 40 minutowym opóźnieniem. Posłowie więc gonili do innych budynków sejmowych, aby... podpisać się pod listą obecności.
- Co to za porządki! W tym samym czasie, kiedy na sali sejmowej rozgrywają się ważne rzeczy, my musimy przychodzić na posiedzenie komisji - denerwował się w rozmowie z sekretarzem komisji administracji i spraw wewnętrznych Artur Górski z PiS. Złożył swój podpis i sobie poszedł. Tłumaczył, że na sali sejmowej dzieją się ciekawsze rzeczy.
Ale i tak dużo nie stracił. Bo komisja administracji i spraw wewnętrznych zebrała się tylko po to, żeby stwierdzić, że niczym się nie zajmie. - I tak nie ma większości posłów. Więc nie ma z kim dyskutować. Jutro się zbierzemy jeszcze raz - zadecydował Marek Biernacki z PO, szef komisji i zamknął obrady. Kiedy już wszyscy wychodzili, zziajany wpadł Janusz Dzięcioł z PO. - To już po? Trudno - pytał zaskoczony i złożył swój podpis pod listą obecności.
Posłom za nieobecność na posiedzeniu komisji grożą kary finansowe. Za każdą nieusprawiedliwioną potrącana jest im jedna trzydziesta ich uposażenia. To ok. 300 zł.
Łukasz Antkiewicz, dziennik "Metro"



















