poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
"Wałęsa nie zwrócił 2,5 tys. stron dokumentów nt. Borusewicza i Lecha Kaczyńskiego"
Fot. Krzysztof Karolczyk / AG
- Lech Wałęsa w pierwszej połowie lat 90. nie zwrócił w sumie 2,5 tys. sfotografowanych stron tajnych dokumentów dotyczących m.in. Lecha Kaczyńskiego i Bogdana Borusewicza - ujawnia w TOK FM dr Antoni Dudek, doradca prezesa IPN. Jednocześnie przyznaje jednak, że IPN nie powinien firmować książki Cenckiewicza i Gontarczyka.
- Dokumenty dotyczące Lecha Kaczyńskiego, Jacka Merkla, Bogdana Borusewicza były na 54 mikrofilmach, które w ogóle nie wróciły od prezydenta - zaznaczył. - Bo o ile wróciła zdekompletowana ta słynna dokumentacja papierowa w paczce, no to mikrofilmy nie wróciły, a tam jest, czy było, ponad 2,5 tys. sfotografowanych stron - mówił w TOK FM Antoni Dudek.
- To jest dla mnie rzecz, która Wałęsę obciąża. Nawet jeżeli na tych mikrofilmach nie było dokumentów jednoznacznie potwierdzających fakt współpracy - a tego nie wiemy - to nie zmienia to faktu, że te dokumenty miały klauzulę tajności - dodał historyk.
Dudek mówi też, że - choć książka Cenckiewicza i Gontarczyka udowadnia, że Wałęsa w latach 90. nie zwrócił tajnych dokumentów, jakie mu wypożyczono - IPN nie powinien angażować się w jej publikację, bo w ten sposób zajmuje stanowisko w sporze politycznym między obozem PiS-u a Lechem Wałęsą. Jak pośrednio przyznał, odradzał prezesowi Kurtyce firmowanie książki. Dudek to jeden z dwóch pracowników IPN (oprócz wiceprezes Marii Dmochowskiej), który odważył się skrytykować w mediach decyzję Kurtyki.
Książka "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" ukazała się w poniedziałek. Główne tezy książki mówią o tym, że w początkach lat 70. Wałęsa był agentem SB o kryptonimie "Bolek". Akta o tym świadczące, według autorów, Wałęsa zabrał w latach 90.; według nich w 2000 r. Sąd Lustracyjny wadliwie ocenił dowody nt. Wałęsy i pominął ich część. Wałęsa zaprzecza zarzutom o współpracę.
Książka szeroko opisuje sprawę otrzymania przez prezydenta Wałęsę z UOP, mocą decyzji ówczesnego szefa MSW Andrzeja Milczanowskiego, zgromadzonej na jego temat dokumentacji SB, która wróciła do UOP po kilku miesiącach zdekompletowana. Sam Lech Wałęsa parokrotnie, jeszcze przed oficjalnym ukazaniem się książki, zaprzeczał, że zatrzymał dokumenty.
mar, PAP
Wałęsa kontra IPN - wszystko o książce w raporcie specjalnym Wiadomości













