Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
- W mojej ocenie jest to jakaś dogrywka - dogrywka środowisk w pewnej wojnie, nie pogodzonych w przeszłości - komentował Janusz Piechociński z PSL wydarzenia wokół książki IPN o Wałęsie w "Salonie politycznym Trójki". Coraz częściej słychać głosy, że dyskusja wokół domniemanej współpracy Lecha Wałęsy z SB nie jest wcale dyskusją historyczną, lecz polityczną. Pytanie tylko - kto z kim wojuje?
- Przypomina mi to wojnę byłego PC, które już nie istnieje z byłą Unią Demokratyczną z początku lat dziewięćdziesiątych. A Wałęsa i sprawa Wałęsy jest tylko pretekstem do wielkiej egzaltacji, mocnych słów, określeń - uważa poseł PSL.
Tymczasem wczoraj Konstanty Miodowicz oskarżył autorów książki: Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza o popełnienie przestępstwa publikując dokumenty, które były wytworzone po 1990 r. w obrębie służb niepodległej Polski. Zdaniem posła PO, autorzy publikacji to "aktywiści, o określonej orientacji politycznej, którzy pod możnym protektoratem głowy państwa zamierzają dokonać zamachu na symbol polskiej niepodległości".
Wydaje się, że cała dyskusja o książce i przeszłości Wałęsy przestała być kwestią historyczną, a zmieniła się w narzędzie bieżącej polityki. Coraz bardziej zaznacza się podział wśród polityków na tych, co są za Wałęsą, i na tych, co wierzą w agenturalną przeszłość byłego prezydenta.
- Nawet wtedy, kiedy ta dyskusja nie jest twórcza, ta dyskusja buduje między nami uczestnikami czy obserwatorami tej dyskusji, wielki podział.
Bo za chwilę pojawią się sondaże, czy Polacy wierzą i komu mają wierzyć? Czy wierzą Zbigniewowi Romaszewskiemu, że na sztandarze była plama? Czy wierzą Lechowi Wałęsie ?
- pyta Piechociński.
Po raz kolejny sprawa skomplikowanej przeszłości Polski nadała ton obecnej polskiej polityce. Najwyraźniej uczestnicy polskiej sceny politycznej nie potrafią obejść się bez "duchów przeszłości".
zsz













