Fot. Wojciech Surdziel /AG
Kiedy polityków PiS ogarnia fobia antymedialna, odstawiony na boczny tor Ludwik Dorn postanawia częściej pokazywać się w telewizji. Jednocześnie zgadza się z prezydentem, że jest on gorzej traktowany w mediach niż premier.
Wczoraj w "Magazynie 24 godziny" w TVN24, Ludwik Dorn tłumaczył się, dlaczego ponownie zaczął przyjmować zaproszenie od telewizji.
"Bardzo długo nie przychodziłem do TVN, byłem zapraszany i dziesiątki razy odmawiałem, ale skoro moja partia mnie zmarginalizowała, to uznałem, że odrobina lansu nie zaszkodzi"
- mówił poseł PiS .
Były marszałek sejmu od miesięcy nie jest w łasce prezesa Jarosława Kaczyńskiego , po tym jak w listopadzie zrezygnował z funkcji wiceprezesa partii sprzeciwiając się w ten sposób polityce jednego wodza. Ponadto Dorn stwierdził, że prezydent myli się zarzucając mu bunt.
Poseł tłumaczył także prezydencką niechęć do mediów, zaprezentowaną w poniedziałkowym programie "Tomasz Lis na żywo" . - Prezydent jest traktowany w sposób negatywny, stronniczy, ale nie nazywałbym sytuacji w mediach putinadą. Należy dostosować określenia do stanu rzeczy - mówił Dorn .
"Zmarginalizowany" polityk stara się znaleźć swoje miejsce. Prezes i prezydent go nie chcą, więc poseł postanawia się częściej pokazywać w telewizji. Jeśli nie chce zostać zapomniany przez wyborców, musi najwidoczniej o sobie przypominać w mediach.
zsz











