Fot. Paweł Małecki / AG
Późnym wieczorem posłowie niemal jednogłośnie przegłosowali powołanie komisji śledczej ds. ustawy hazardowej. Kuluary sejmowe od tygodni huczą od plotek, że Gosiewski się jej boi. Dlaczego?
Przemysław Gosiewski za rządów PiS koordynował grupą roboczą przygotowującą nową ustawę hazardową, w której miały znaleźć się m.in. dopłaty do gier na automatach i w kasynach. Pieniądze z dopłat - podobnie jak w przypadku projektu PO - miały iść na Narodowe Centrum Sportu. Do uchwalenia ustawy jednak nie doszło. Ugrzęzła w uzgodnieniach międzyresortowych, aż przyszły przyspieszone wybory parlamentarne.
Co szef klubu PiS robił przy ustawie o grach? - czytaj szczegóły
Temat szybko podchwycili posłowie PO, szczególnie Sebastian Karpiniuk i Janusz Palikot, którzy wprost zarzucili Gosiewskiemu majstrowanie w ustawie hazardowej na rzecz lobbystów z branży hazardowej. Szef klub PiS nie pozostał dłużny i pozwał wczoraj obu polityków.
Czy Gosiewski rzeczywiście nie chciał wprowadzić do ustawy niekorzystnych przepisów dla branży hazardowej, tego nie wiemy i są raczej małe szanse, że się dowiemy. Poseł PiS zdecydowanie temu zaprzecza i marginalizuje swoją rolę w trakcie prac nad ustawą. Po prostu ustawa nie wypaliła. Koniec, kropka.
Nawet jeśli Gosiewski nie zrobił niczego niestosownego w trakcie prac nad ustawą, może spodziewać się kłopotów. Przyjęta wczoraj uchwała powołująca nową komisję śledczą zajmie się także jego udziałem w pracach nad ustawą hazardową. Zapewne, podobnie jak Chlebowski czy Drzewiecki, będzie musiał stanąć przed komisją, która nie będzie żałować mu ostrych pytań. Jeśli tylko pojawią się jakieś wątpliwości wokół jego zeznań, może na tym stracić. Wizerunkowo, ale niewykluczone, że także politycznie.
zsz













