Fot. Wojciech Olkuonik / Agencja Gazeta
Przeciek z PO - to Bronisław Komorowski będzie kandydatem PO na prezydenta. Wielka ściema?
Wydawałoby się, że to doskonały pomysł. Donald Tusk nie byłby już oskarżany o to, że jego jedynym celem jest zdobycie prezydentury. Mógłby się skupić na rządzeniu i nie musiałby patrzeć na każdą sprawę z punktu widzenia słupków sondażowych. Życie stałoby się od razu prostsze!
Poza tym ataki opozycji skupiłyby na marszałku Sejmu. Bo to on będzie zagrożeniem dla prezydenckich planów Lecha Kaczyńskiego i kandydata lewicy. Tusk zapunktowałby również wśród wyborców, bo poświęci swoje prezydenckie ambicje dla kraju.
Bronisław Komorowski byłby w dodatku dobrym kandydatem z realnymi szansami na zwycięstwo. Nie jest - w odróżnieniu od wielu czołowych działaczy PO - zamieszany w jakąkolwiek aferę. Ma dużo doświadczenie polityczne - 18. rok zasiada w parlamencie i był już ministrem obrony.
W dodatku jest rozpoznawalny i do przyjęcia dla większości elektoratu prawicy i centrum. Gorzej z wyborcami lewicy, ale oni - mając w drugiej turze do wybory Komorowskiego lub Kaczyńskiego - chyba bardziej skłonni byliby pod zagłosować na marszałka.
Wszystko to piękne, ale chyba też nieprawdziwe. Tusk tym przeciekiem być może chciał odwrócić uwagę opinii publicznej, dziennikarzy i opozycji od swoich prezydenckich planów. Uśpić ich czujność, żeby w przyszłym roku mógł nagle ogłosić swój start w wyborach. Wyskoczy wtedy jak Donald zza Bronka. Wszystko ponoć zależy od tego, jak będzie się rozwijała afera hazardowa, stoczniowa i wszelkie inne. Sytuacja musiałaby być jednak bardzo zła, żeby zrezygnował ze swojego marzenia.
prot
Czytaj również:













