Fot. Damian Kramski / AG
- A przeklinam, bo jestem prowincjuszem z podwórka, prosty chłopak z boiska - tłumaczy.
Donald Tusk wyznał już, że w młodości palił marihuanę. Teraz przyszedł czas na kolejne wyznanie. - W wąskim gronie potrafię kląć jak szewc. A przeklinam, bo jestem prowincjuszem z podwórka, prosty chłopak z boiska - wyznaje na łamach "Przeglądu". Premier nie musi się tym przejmować, bo nawet "światowcy" z intelektualnych podwórek Żoliborza potrafią siarczyście zakląć. Dał tego przykład nasz prezydent.
W wywiadzie Tusk żali się również, że często musi działać "na granicy ryzyka politycznego". Kiedy wprowadza bolesne reformy musi uważać, żeby nie narazić się na gniew ludu, który może wybuchnąć, jeśli będą one zbyt radykalne.
Jednocześnie jednak nie uzależnia swoich decyzji od sondaży, o co jest często oskarżany. - To bzdura. Ekipa z którą pracuję przez półtora roku przeprowadziła jeden sondaż - mówi Tusk. Jakoś jednak trudno jest nam w to uwierzyć.
Premier nie zgadza się też z tezą, że zakazanie kandydowania w wyborach osobom, które zostały skazane prawomocnym wyrokiem sądowym jest ograniczeniem demokracji. Według niego, może to jej nawet pomóc. - Za czasów Samoobrony Polacy mieli prawo sądzić, że średnia przestępców w parlamencie jest większa niż w społeczeństwie. I to spowodowało zanik zaufania do tej instytucji. Dlatego wolę zabronić przestępcom kandydowania - mówi premier.
prot
Czytaj również:













