- Dla premiera i jego obozu jest to w największej mierze pierwsza poważnie przegrana bitwa w sporze o hegemonię - pisze w "Dzienniku" Jan Rokita . Były polityk PO w swojej analizie podkreśla osobistą porażkę Donalda Tuska, natomiast zdolności prezydenta porównuje do "małego pancernika".
Zdaniem Rokity , konflikt wokół szczytu UE w Brukseli dotyczy praktycznego sporu o zakres uprawnień premiera i prezydenta. Wg publicysty "Dz", to premier przegrał ten spór i to w brzydkim stylu. To, co ostatnio obserwowaliśmy Rokita określą mianem bitwy, w której szef rządu i ministrowie "użyli z ich punktu widzenia drastycznych, bo kompromitujących publicznie i całkiem precedensowych narzędzi walki".
CZYTAJ jak przebiegał wczorajszy dzień na szczycie
- Nigdy dotąd minister spraw zagranicznych nie błagał o nic na kolanach. Nigdy rząd nie podjął uchwały wyłączającej prezydenta z delegacji wbrew jego jawnie wyrażanej woli. Żaden szef kancelarii premiera nie odmówił pisemnie prezydentowi dostępu do stanowisk negocjacyjnych państwa. Nie zdarzyło się, aby wobec prezydenta zastosowano dotąd podstęp blokujący w ostatniej chwili dostęp do samolotu
- podkreśla Rokita .
Niedoszły "premier z Krakowa" w żaden sposób nie krytykuje Lecha Kaczyńskiego i jego nieugiętej postawy, lecz skupia się tylko na błędach, jakie wg niego popełnił Donald Tusk. - Nie było dotąd premiera, który zdecydowałby się tak dalece zakwestionować mandat władzy głowy państwa, iżby oświadczyć za granicą, że "nie potrzebuje tu pana prezydenta" - oburza się Jan Rokita . Wg byłego polityka, premier uczestnicząc w tym sporze był gotów nadszarpnąć swój dobry wizerunek, natomiast prezydent wykazał się zdolnościami "małego pancernika".
zsz
"Ten bachor jest prezydentem". Komentarze do konfliktu ws. szczytu
Prezydent: Tusk do mnie powiedział "Chcieć to ty sobie możesz"













