poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
Marcinkiewicz o dyplomacji Kaczyńskich: Polityka histeryczna, harcerska. Komedia
Fot. Krzysztof Miller / AG
Kazimierz Marcinkiewicz zarzeka się, że nie chce teraz wracać do polityki, ale serwuje PiS-owi kolejne ciosy, a Platformie - kolejne pochlebstwa. w wywiadzie dla "Dziennika" mówi, ze Kaczyńscy prowadzą "politykę histeryczną, a nie historyczną". Natomiast Tusk jest - wg Marcinkiewicza - "silniejszym szefem własnego rządu niż Jarosław Kaczyński, (...) jest kanclerzem".
Bracia Kaczyńscy chcą prowadzić politykę zagraniczną, wytwarzając stałe napięcie w stosunkach z Niemcami i Rosją. Prowadząc taką politykę, muszą przyjmować serwilistyczną postawę wobec Amerykanów. Postawę bardzo podobną do postawy prezydenta Kwaśniewskiego. Mając dwóch poważnych wrogów, należy mieć potężnego przyjaciela. Tyle, że chcąc zachować jego przyjaźń, musimy się w końcu sprowadzić do roli klienta
- mówi Marcinkiewicz. - Oni mówią, że prowadza politykę historyczną. Ja bym to nazwał polityką histeryczną - dodaje. Z kolei politykę Kaczyńskich wobec Ukrainy nazywa "harcerską": "Ukraińcy sami nie rozumieją, dlaczego tak się dzieje. "Dostali od Polski Hutę Częstochowa, FSO i Stocznię Gdańską, a nie dali nam nic. Uważają nas wręcz za naiwniaków".
Jak twierdzi, Tusk jest silniejszym premierem, niż był nim Kaczyński: "W rządzie Kaczyńskiego sprawy ochrony zdrowia załatwiał Religa ze swoją ekipą. Sprawy edukacji - Giertych ze swoją ekipą. I tak dalej. Tusk realnie kieruje swoimi ministrami. To on wybiera ostateczne rozwiązania. Jest 'kanclerzem' ".
Marcinkiewicz chwali Radosława Sikorskiego, twierdzi, że zagraniczni partnerzy go szanują, bo "potrafi powiedzieć nie", jak w przypadku tarczy. A o postawie prezydenta mówi "harcerstwo".
"Weźmy przykład poprzedniego tygodnia. Jednego dnia otoczenie prezydenta budzi się i ogłasza: prezydent jedzie do Brukseli. Rząd dowiaduje się z mediów. Następnego dnia: najpierw pojedzie do krajów bałtyckich, żeby reprezentować także i ich. A później jeszcze starania otoczenia Lecha Kaczyńskiego, żeby być zaproszonym na szczyt przez prezydenta Sarkozy'ego? To przecież komedia. Tak się nie prowadzi polityki zagranicznej. To harcerstwo" - mówi Marcinkiewicz.
Dodaje też, że Waszczykowski "od dwóch miesięcy napuszczał prezydenta na swego zwierzchnika - ministra spraw zagranicznych. Amerykanie wyraźnie to wykorzystali. Odwołali się do proamerykańskich fascynacji Waszczykowskiego i do emocji Lecha Kaczyńskiego w myśl prostej zasady 'dziel i rządź'."
mar
Czytaj też:



















