Fot. Sławomir Kamiński / AG
Wczoraj Lech Kaczyński powołał Bohdana Zdziennickiego na stanowisko prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Według doniesień "Rzeczpospolitej", o nominację Zdziennickiego zabiegał u prezydenta Grzegorz Napieralski, szef SLD. Zarówno rząd, jak i prezydent próbują mieć lewicę po swojej stronie, ponieważ to ona zdecyduje o przyszłości ustawy medialnej.
To jest sukces Napieralskiego i wyraźny gest polityczny prezydenta wobec SLD
- mówi "Rz" jeden z polityków Sojuszu. O nominację Zdziennickiego, byłego wiceministra sprawiedliwości w rządzie SLD, miał osobiście zabiegać w Pałacu Prezydenckim Grzegorz Napieralski. - Cieszę się, że prezydent podjął decyzję, nie kierując się jedynie metryką historyczną, ale przede wszystkim doświadczeniem zawodowym sędziego Zdziennickiego - skomentował Napieralski.
Na stanowisko prezesa TK Lech Kaczyński miał do wyboru dwie kandydatury. Z jednej strony Bohdana Zdziennickiego, kojarzonego z SLD, a z drugiej Janusza Niemcewicza, związanego w przeszłości z Unią Wolności i wiceministra sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka. Obu kandydatów wskazało Zgromadzenie Ogólne sędziów TK, ale żaden z nich nie odpowiadał politykom PiS. - To była celowo trudna sytuacja. Z jednej strony Niemcewicz związany z UW, z drugiej Zdziennicki wskazany przez SLD - komentuje Arkadiusz Mularczyk, poseł PiS.
Najwyraźniej Kaczyński wybrał mniejsze zło. Poparcia dla byłego działacza Unii Wolności nie wchodziła w rachubę, bo Niemcewicz uchodzi nadal za polityka. Natomiast wdzięczność SLD może być przydatna w wetowaniu ustaw PO, które nie odpowiadają prezydentowi i PiS.
Jeśli chodzi o prezesa TK, to tylko gest symboliczny. Politycznie z tego nic nie mamy. I PiS, i PO takie ruchy mogą wykonywać, a my i tak będziemy robić swoje
- twierdzi anonimowo polityk SLD.
zsz












