Komisja śledcza show. Lepper cieszył się jak dziecko, że znów jest przed kamerami.
- Po co Pan tu przyszedł, skoro nic Pan nie powiedział? - pytała w typowy dla siebie, bezpretensjonalny sposób Marzena Wróbel. Andrzej Lepper odpowiadał uśmiechem. W pewnym momencie posłom z komisji nawet kawę zaproponował. To nie żart - tak wyglądały dzisiejsze obrady sejmowej komisji śledczej ds. nacisków.
Andrzej Lepper z własnej inicjatywy zjawił się na przesłuchaniu (razem ze swoją - trzeba przyznać - bardzo dobrze przygotowaną pełnomocniczką) przed komisją śledczą. Miał pokazać nowe, wstrząsające dowody dotyczące tzw. afery gruntowej. - Zbigniew Ziobro, Jarosław Kaczyński i Mariusz Kamiński powinni zasiąść na ławie oskarżonych. To oni są bowiem inicjatorami największej afery III Rzeczypospolitej - to jeden z "konkretów" wypowiedzianych przez Leppera .
B. wicepremier nie powiedział nic, o czym już wcześniej nie było mowy: że domaga się wyjaśnień, skąd Jarosław Kaczyński posiadał informacje o "rzekomych ciężkich podejrzeniach" wobec niego; że PiS mścił się za niego za taśmy Beger; że CBA szykowało na niego prowokację, itp.
Od dawna, a szczególnie odkąd Marzena Wróbel zastąpiła Jacka Kurskiego, a Sebastian Karpiniuk (za Andrzeja Czumę) został nowym przewodniczącym komisji ds. nacisków, o jej pracy właściwie nie mówi się inaczej jak o żenującym spektaklu. Dzisiaj ton całemu przedstawieniu nadawał jeden aktor - Andrzej Lepper. Nieraz dobrze się przy tym bawiąc.
Panie posłanki, Panowie posłowie, może naprawdę warto coś z tym zrobić? Tego już nie da się oglądać.
zsz
Więcej o przebiegu dzisiejszego posiedzenia czytaj TUTAJ


















