Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
To jeszcze nie przełom w śledztwie, ale na pewno sprawa po woli zaczyna się wyjaśniać. Przed sejmową komisją śledczą badającą okoliczności śmierci Barbary Blidy stanęli dwaj kolejni katowiccy prokuratorzy. Obaj zapewniają, że nie byli przez nikogo naciskani, jednak wątpliwości co do tego faktu wciąż pozostają.
Z sejmowymi śledczymi spotkali się Janusz Krawczyk i Emil Melka. Ten pierwszy jest prokuratorem w stanie spoczynku - i być może to właśnie dlatego powiedział bardzo dużo. Jego zdaniem, gdy jeszcze w 2005 roku to on zajmował się sprawą dotyczącą mafii węglowej, nie było żadnych podstaw, by stawiać byłej posłance SLD jakiegolwiek zarzuty. Krawczyk zapewniał jednak, że nikt go w tej sprawie nie naciskał.
Lecz jest jedno "ale". Kiedy w 2005 roku wybory wygrał PiS, a ministrem sprawiedliwości został Zbigniew Ziobro, Krawczyk musiał tłumaczyć się swoim przełożonym z wyników swojego śledztwa. Jego szefowie żądali wyjaśnień, dlaczego Barbarze Blidzie nie postawiono jeszcze zarzutów? Przypadek, zbieżność dat? To pytanie, przynajmniej na razie pozostaje bez odpowiedzi.
"Melka się boi"
Członkowie komisji wielkie nadzieje wiązali z przesłuchaniem Emila Melki. To w końcu on bezpośrednio nadzorował całe śledztwo, zanim przejęła je grupa mniej doświadczonych śledczych. I to właśnie Melka, na taśmach ujawnionych przez "Gazetę Wyborczą", sugerował, że w sprawie mogły być na niego wywieranie naciski. Przed komisją jednak taki rozmowny już nie był. Jak stwierdził, gdyby wiedział, że jego rozmowa z przełożonym była nagrywana, nie powiedziałby tego, co powiedział. Jego zdaniem, żadnych nacisków nie było, a całe nagranie dla sprawy jest zupełnie nieistotne.
Co innego twierdzą sejmowi śledczy. Jak mówił mi wiceszef komisji Tomasz Tomczykiewicz z PO, Emil Melka po prostu się boi. A jak dodaje przewodniczący Ryszard Kalisz z SLD, śląscy prokuratorzy mają świadomość, że grono ich przełożonych w Katowicach ogląda ich wystąpienia przed komisją.
PiS, rzecz jasna, oba zeznania bagatelizuje. Skoro prokuratorzy mówią, że nie było nacisków, to ich nie było - ot, taka oczywista oczywistość.
Łukasz Szelecki, TOK FM












